Co robić kiedy brakuje angielskich słów? 5 kroków do zapamiętania nowych wyrazów

Co robić kiedy brakuje angielskich słów? 5 kroków do zapamiętania nowych wyrazów

Dziś rzecz o tym, żeby nie udawać przed dzieckiem, że znamy wszystkie angielskie odpowiedniki polskich słów. Jak każde kłamstwo, tak i to ma krótkie nogi. W tym wpisie znajdziesz informacje o tym, jak ja radzę sobie, gdy nie znam angielskiego słowa ,o które pyta mnie dziecko. Zaprezentuję praktyczny sposób sprawdzania i utrwalania nowego słownictwa. Ten system sprawdza się nie tylko u mnie, ale u innych rodziców, którzy szczególnie dbają o rozwój kompetencji w zakresie języka angielskiego u własnych dzieci. Jeżeli nie możesz przeczytać, zachęcam się do obejrzenia, czy odsłuchania relacji live na Facebooku, którą robiłam dokładnie na ten temat. Znajdziesz ją tutaj.

Kiedy brakuje słów…

Nie wierzę, że jest ktoś, kto zna wszystkie, nawet najdziwniejsze słowa, dotyczące dziecięcego świata w wersjach angielskich. A nawet jeśli, to mi do takiej osoby bardzo, bardzo daleko. Ba! Nawet nie wiem jak po polsku nazwać niektóre tajemnicze części zabawek i różnych sprzętów.

5 KROKÓW DO ZAPAMIĘTANIA NOWYCH WYRAZÓW

Co robić kiedy na pytanie dziecka “What is this?”, albo “How to say it in English?” odpowiedź brzmi… “I don’t know!”

  1. Odpowiedz zgodnie z prawdą – przyznaj się do niewiedzy! : “I don’t know, I have to check (in the dictionary).” I pokazać dziecku co należy robić, by sprawdzić słowo, gdzie szukać i jak.
  2. Sprawdź w słowniku. Najlepiej zainstaluj słownikową aplikację w komórce i sprawdź “na szybko”.
    Nie znam słowa, to sprawdzam w słowniku – oczywista czynność, co tu dużo pisać? No tak, ale… jak jestem sama w domu z dwójką malutkich dzieci, to nie jest to takie łatwe. Umówmy się jednak, że możliwe. Prawie zawsze znajdzie się po ręką telefon, w którym szybko sprawdzę za pomocą słownikowej aplikacji dany wyraz, albo w sieci, za pomocą wyszukiwarki znajdę tłumaczenie. Ja używam apki słonika Diki.pl. Jestem z niej zadowolona, bo bardzo sprawnie działa i można odsłuchać wymowę danego słowa, a czasem nawet zobaczyć fotografię poszukiwanego obiektu. Dla zwrokowców to znaczne ułatwienie. Do tej pory, zaraz po sprawdzeniu znajdywałam też na szybko jakąś kartkę i tam sobie to słowo zapisywałam, choćby na liście zakupów. I tak czasem obok ogórków i papieru toaletowego można było swego czasu u nas znaleźć słowo “excavator” 🙂 Problem jest taki, że te przypadkowe karteczki zawsze gdzieś giną, a wraz z nimi z pamięci ulatują nowe słowa. Sprawa ma się jeszcze gorzej poza domem. No bo załóżmy, że mam dwoje obrażonych dzieci w wielkim wózku, albo jednego w wózku, a drugiego na hulajnodze, i pada pytanie “What is this?” a ja nie znam na nie odpowiedzi. Co robić? No właśnie…
  3. Zapisuj w specjalnym notesie. Nie warto zapisywać nowego słowa na przypadkowej kartce, bo ona prędzej czy później zginie, a na pewno przepadnie w czeluściach damskiej torebki! Do tej pory tak robiłam i to się nie sprawdziło. Do tego celu najlepiej sprawdza się notes, który zawsze mam przy sobie. To właśnie w nim zapisuję nowe słowa na szybko, a potem do nich wracam w konkretnym celu. Ale zatrzymajmy się jeszcze przy notesie. Jedna ze wspaniałych mam, które wychowują swoje dzieci w towarzystwie języka angielskiego podzieliła się ze mną bardzo praktycznym pomysłem na utrwalanie tych słówek. W tym miejscu pragnę podziękować Edycie za otwartość i chęć współpracy! To Ona właśnie opowiedziała mi jak wygląda jest Jej zeszyt i teczka, w których znajdują się zapiski związane z anglojęzycznym wychowaniem Jej dziecka. Ja trochę ponosiłam w głowie i w sercu ten pomysł, trochę go zmieniłam na swoje potrzeby i wyszło coś takiego.

    Zaopatrzyłam się w taki, który mieści się do mojej torebki (zw. kopertówki), oraz ma w sobie długopis i karteczki do oznaczania. Ja znalazłam go w sklepie Flying Tiger. Sprawą, która zdecydowanie ułatwia sprawne zapisanie słowa “w biegu” jest dołączony do notesu długopis. Dzięki temu unikam nerwowego szukania “luźnego” długopisu w torebce. Kolejnym atutem jest twarda okładka, no bo wiadomo… coś może go zabrudzić, czy maluch może ślinić, więc dobrze by był wytrzymały na takie ewentualności. Świetną sprawą są te samoprzylepne karteczki. Można je wykorzystać wg potrzeb. Zrobiłam sobie marginesy na każdej stronie, po to by jakoś pogrupować dane słowa. Jednym zakreślaczem zaznaczam każde nowe słowo, a odmiennym kolorem czasowniki (dlaczego tylko czasowniki? Nie wiem… :P, jakoś tak wyszło). Na co dzień mam ten notes na stole w salonie (tam przebywam z dziećmi najczęściej) lub w mojej torebce. Do takiego notesu można też wklejać anglojęzyczne etykiety i z nich uczyć się nowych słów. Kartki większego formatu, z których możemy nauczyć się słownictwa też powinny mieć swoje miejsce. Gdzie je trzymać? Edyta podpowiedziała mi, że ma po prostu taką teczkę na te wydruki z różnych blogów. Ja też taką założyłam. Materiały w niej zgromadzone wywieszam sobie czasem w swoim pokoju, gdzie pracuje i piszę bloga. Czasem też leżą gdzieś w miejscach ogólnodostępnych, ale to zależy od okoliczności.

  4. Weryfikuj! Jak już słońce zajdzie, dzieci zasną, a ja nie padam na pysk 😛 to wracam do zapisanych w notesie słów. Wówczas mam warunki, by spokojnie sprawdzić poszukiwane słowo. Wtedy czasem wracam do słownika Diki, zawsze patrzę w słowniku Cambridge online  i tam czytam (czasem zanotuję) jak to słowo “zachowuje się” w zdaniu. Jeśli jest to jakiś rzeczownik z grupy dziwnych zabawek dziecięcych to dodatkowo sprawdzam w Google grafika i patrzę, czy na pewno o to chodziło. Frazy i złożone czasowniki, ale też całe wyrażenia i zwroty, a także pojedyncze słowa wpisuję do wyszukiwarki na bardzo ciekawej stronie Play Phrese.me – gdzie mogę usłyszeć jak brzmi dane wyrażenie w zdaniu, bo wyniki wyszukiwania frazy to fragmenty filmów. Tworzy się z nich cała lista, gdzie usłyszysz poszukiwane słowo w kontekście. To ułatwia zapamiętywanie zarówno wzrokowcom, jak i słuchowcom! Coś wspaniałego 🙂
  5. Utrwalaj. Systematyczne utrwalanie nowego słownictwa w sytuacji bycia pełnoetatowym rodzicem i pracownikiem jest bardzo trudne. Jedna sprawę trochę załatwia notes i sięganie do zabawek, czy książeczek, z których pochodzą te nowe słowa. Przemierzanie tras spacerowych, gdzie znajdują się obiekty dziecięcych zainteresowań to też sposób na utrwalanie. Jednym zdaniem: noś ze sobą notes i korzystaj z niego. Jeśli masz siłę, wieczorem zerknij, co tam się nagromadziło w dzień. (Od razu mówię, że ja nie wpisuję tam wyrazów codziennie! Czasem raz w tygodniu, a czasami kilkanaście jednego dnia – wszystko zależy od potrzeb). Mam jednak patent na utrwalanie, i nie jest to produkcja fiszek. Dzięki Karolinie Lubas i jej blogowi mam niezawodną pomoc do utrwalania słów. To bardzo uniwersalne karty, które robi sama blogerka. To coś na zasadzie podręcznych tablic do pisaków suchościerlanych. Ja używam ich w domu, gdy nie wiem gdzie jest notes (bo i tak się zdarza) i właśnie tam zapisuję jakiego wyrazu mi brakuje. Nie zawsze mogę go poszukać natychmiast. Czasem zabawa z dziećmi jest tak wciągająca, że oderwać się można tylko na szybkie bazgroły na takiej karcie. Sprawdzają się u mnie też jako przypominajki i utrwalacze. Jeśli coś jest wyjątkowo trudne i nie chce wejść do głowy, to zapisuję to na takiej karcie, stawiam w zasięgu wzroku i towarzyszy mi przez kilka dni.

    To moje pięć kroków, dzięki którym skutecznie ubogacam swój słownik bawiąc się z dzieckiem i towarzysząc mu w odkrywaniu świata.

Jak Ci się podobają te pomysły? A może opowiesz mi jak Ty sobie radzisz z nabywaniem nowego słownictwa przy okazji rozmów z dzieckiem? Może razem stworzymy idealny system? 🙂

Pozdrawiam,
Paulina

 

Jeśli spodobał Ci się ten wpis i uważasz, że warto go przeczytać, będę bardzo wdzięczna jeśli wyrazisz to w komentarzu, dasz like lub nawet udostępnisz 🙂

Zapraszam także do polubienia fan page Bilikid na Facebooku, obserwowania nas na Instagramie i YouTube.

 

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *