Bawi, uczy angielskiego, śpiewa, opowiada, nuci kołysanki głosem rodzica, usypia, świeci… Co to takiego?

Bawi, uczy angielskiego, śpiewa, opowiada, nuci kołysanki głosem rodzica, usypia, świeci… Co to takiego?

Dziś wpis o pewnym króliczku, który skradł serce naszej rodziny! Nie dość, że zabawia nam dzieci na dłuższą chwilę, to często jest wodzirejem dziecięcych imprez, ratunkiem znudzonych podróżą dzieciaków,  skutecznym usypiaczem i  ciekawym gawędziarzem. Mało tego, nie trzeba go zabierać na spacery, nie trzeba karmić ani kąpać. I o dziwo, nie mam tu na myśli króliczka, za którym podąża tytułowa Alicja do Krainy Czarów!

To Króliczek Alilo!

Brzmi znajomo, czy pierwszy raz o nim słyszysz? Ja trafiłam na niego przy okazji poszukiwania… gryzaka! Dasz wiarę? Szukałam czegoś dla malucha, któremu wychodzą ząbki i wszystko pakuje do buzi, no i trafiłam na wielozadaniowy odtwarzacz muzyki, bajek i różnych innych odgłosów, a także poszukiwany gryzak, który okazał się ulubioną zabawką moich dzieci. Warto dodać w tym miejscu, że moi chłopcy są w różnym wieku, a króliczek równie mocno ich interesuje.

Zabawki naprawdę “interaktywne”?

Króliczek Alilo to jedna z wielu dostępnych na rynku tzw. interaktywnych zabawek. Jestem bardzo ostrożna jeśli chodzi o tę kategorię zabawek. Dla mnie osobiście takie zabawki są mocno przereklamowane. Myślę, że dzieje się tak, bo rodzic ma nadzieję, że interaktywna zabawka na tyle zajmie dziecko, że będzie miał wtedy wolny czas dla siebie. Tak to niestety nie działa. Tego typu zabawka ma być pomocą we wspólnej zabawie z dzieckiem. Chyba już wiesz, że ze stosu przeróżnych zabawek dziecko zawsze wybierze czas z rodzicem, bo to dla niego najcenniejsze! Interaktywne zabawki na pewno czynią zwykłą zabawę bardziej atrakcyjną. Szczerze powiedziawszy,  u nas w domu więcej interakcji i procesów twórczych zachodzi, gdy dzieci bawią się sznurkiem, a nie tzw. interaktywną zabawką. Moje ostatnie doświadczenia trochę odczarowały mi świat zabawek interaktywnych, dzięki temu jestem bardziej otwarta na nie. Na zmianę mojego nastawienia duży wpływ miał właśnie Króliczek Alilo. To nie jest jedna z wielu interaktywnych zabawek, ale ta jedna warta szczególnej uwagi! Króliczka można nazwać zabawką, ale tak na prawdę to kilka sprzętów w jednym! Nazwałabym to jako pięć, a nawet sześć funkcji w jednym sprzęcie: odtwarzacz mp3 oraz dyktafon, “opowiadacz” bajek, lampka nocna, gryzak i po prostu zabawka!

Testy na wszystko

Użytkujemy króliczka od jakiś trzech miesięcy, przeżył juz bardzo wiele, bo najczęściej jest w rękach dzieci… więc domyślasz się, że nie ma nudno i nie ma lekko…Lata, upada, turla się po podłożu, podróżuje, często ląduje na podłodze, czy na trawie i wciąż jest jak nowy!

Co odróżnia Alilo od innych zabawek?

Szczerze mówiąc ciężko jest znaleźć jakieś konkrente wady tego przyjaciela maluchów. Cechy, za które cenię tę zabawkę podzieliłam na dwie części: te bardziej techniczno – praktyczne i te, które mają znaczenie edukacyjno wychowawcze.

 

Moim zdaniem, TECHNICZNO – PRAKTYCZNE zalety Króliczka Alilo to:

  1. Wspaniała jakość dźwięku. To było dla nas największe zaskoczenie zaraz po otwarciu paczki z króliczkiem! Dźwięk jest naprawdę czysty i głośny. Głośność można bardzo łatwo regulować ogonkiem 🙂 dlatego króliczek może pełnić funkcję zarówno usypiacza dzieci, jak i wodzireja kinder party!
  2. Możliwość wgrywania własnych plików na kartę lub przez USB jest bardzo cenna, gdy mamy w domu zdecydowane dziecko, które ma swoje ulubione utwory, a także takie, które szybko się nudzi i nieustannie potrzebuje czegoś nowego.
  3. Dyktafon – to świetne rozwiązanie w przypadku, gdy nie możemy znaleźć profesjonalnego nagrania naszej ulubionej kołysanki albo baśni. Wówczas rodzic może bez trudu nagrać coś dziecku, a dziecko może odtwarzać to nagranie kiedy tylko chce, pod nieobecność rodzica także! My nagraliśmy nasze ulubione kołysanki i … to naprawdę działa! Taki prosty pomysł, a jaki efektowny!
  4. Uszka tych sympatycznych zwierzątek świecą łagodnym światłem, dlatego świetnie sprawdzają się jako lampka nocna. Okazało się, że dla nas to niezastąpiony sprzęt do nocowania poza domem. Najlepiej sprawdza się gdy jesteśmy z dziećmi w jednym pokoju, gdzie w nocy nie znamy przestrzeni i potrzebujemy lampki nocnej, by górnym światłem nie obudzić maluchów. Co tu dużo pisać, kto podróżuje z małymi (wózkowymi) dziećmi, ten wie ile sprzętów trzeba zabierać ze sobą nawet na krótki wyjazd. Wówczas połączenie sześciu funkcji w jednym małym króliczku to idealne rozwiązanie.
  5. Długa wytrzymałość baterii i możliwość ładowania ładowarką z USB. Uważam, że to bardzo wygodne i praktyczne rozwiązanie.
  6. Zabawka ta jest bardzo wytrzymała i odporna na wstrząsy. Nie to, żebym specjalnie rzucała nim o ścianę, ale mam na stanie dwóch małych testerów, których średnia wieku to 2 lata, więc zapewne wyobrażasz sobie co oni mogą robić z króliczkiem? Tak, tak… pilnuję tylko, żeby nie wylądował w wannie! 🙂
  7. Łatwa nawigacja to jest to! Na prawdę, nie trzeba wczytywać się w instrukcję obsługi! Jest ona bardzo intuicyjna. Moje małe dzieciaki bez trudu opanowały jego obsługę, czasem zastanawiam się, czy jakiś przedstawiciel firmy Alilo nie wpadł tu pod moją nieobecności i nie przeszkolił ich w tym, bo za pierwszym dotknięciem małych rączek wiedzieli, co i jak przycisnąć by rozkręcić imprezę!
  8. Rozmiar króliczka bardzo sprzyja zabieraniu go w dalekie i bliskie podróże! Jest niewielki i łatwo zabrać go wszędzie ze sobą. Do króliczka można dokupić specjalny plecaczek, który dziecko chętnie na siebie zakłada i wędruje z nim w świat 🙂

 

Króliczek daje wiele radości nie tylko moim dzieciom, ale także mnie i moim uczniom i uczestnikom spotkań ze mną. Dzięki powyższym cechom mogę go wszędzie zabrać ze sobą. Późną jesienią wracam do pracy zawodowej w szkole. Jestem pewna, że moim uczniom także bardzo się spodoba, a mi znacznie ułatwi pracę.

 

A teraz czas na te WYCHOWAWCZO – EDUKACYJNE walory Króliczka

Nie byłabym sobą, gdyby skupiła się wyłącznie na praktycznych stronach. Mój światopogląd mocno zdeterminowany jest wykształceniem pedagogicznym oraz wielką miłością do świata dzieci. Oto one:

  1. Łatwa nawigacja sprawia, że dzieci mają poczucie sprawstwa, co dobrze wpływa na ich samoocenę. Dzieci są bardzo dumne z siebie,gdy same potrafią czymś sterować.
  2. Z mojego punku widzenia, taki króliczek to wspaniała alternatywa do tabletu! A z czasem ekranowy jest u nas problem, bo nasz 3 – latek używa przeróżnych technik, aby sobie go wydłużyć i wyegzekwować od rodziców oglądanie kolejnych i kolejnych klipów. Dzięki Alilo, można dziecku odtwarzać ulubione piosenki, bez pokusy patrzenia na teledyski. Dla mnie to bardzo ważne, bo miałam z tym problem. Gdy włączałam piosenki na tablecie, to Synek domagał się oglądania klipów, bo wiedział skąd płynie dźwięk i , że zawsze towarzyszy mu obraz.
  3. Element domu w obcym miejscu. Mamy taki zwyczaj, że na każdy wyjazd pozwalamy dzieciom wybierać zabawki, które ze sobą zabierają. Cieszę się, gdy są to małe samochodziki, gorzej jak Synek wpadnie na pomysł, że chce zabrać ze sobą namiot tipi 😛 Tu króliczek jest doskonałą alternatywą, bo zabieramy naszego “wielozadaniowca” jako reprezentanta dziecięcej strefy domowego komfortu. Mały, przydatny, pomocny – dla nas niezbędny na wyjazdy.
  4. Zabawka w każdym wieku. Alilo okazał się atrakcyjny zarówno dla roczniaka, jak i dla 3 – latka. Właściwie, to każde dziecko jest nim zainteresowane. Skłamałabym, gdybym napisała, że dorośli się nie interesują. Mój mąż też miał niezły ubaw, jak otwierał paczkę 🙂
  5. Króliczek ma wgrany przepiękny zestaw startowy. Piosenki są melodyjne, dźwięczne, z pięknym wokalem i wzorcową angielszczyzną. Bajek słucha się z zaciekawieniem, a ich aranżacje szybko przenoszą wyobraźnię do innej krainy. Szczerze mówiąc, nie pozbyłam się z karty pamięci, utworów zaproponowanych przez sprzedawcę. Jedynie dorzuciłam kilka swoich.
  6. Króliczek uczy angielskiego! Wspominam o tym na końcu wpisu, bo mam obawy, że rozpiszę się w nieskończoność. Uważam, że taka zabawka może być świetnym pretekstem, by zacząć mówić po angielsku. Czasem brakuje nam takiego bodźca, żeby zacząć tę anglojęzyczną komunikację. Warto więc wgrać do Króliczka same anglojęzyczne utwory i uczynić z niego anglojęzycznego przyjaciela, dzięki którym można włączyć angielski w codzienne rozmowy rodzica z dzieckiem. Więcej o pomyśle użycia konkretnej zabawki jako pomocy do włączania języka angielskiego w życie rodzinne przeczytasz we wpisie pt.“Jak zacząć mówić do dziecka po angielsku”, o raz możesz usłyszeć w live na Fecebooku na ten sam temat. Nasz króliczek śpiewa wyłączne po angielsku i bardzo dobrze brzmi! 🙂

Jeśli interesuje Cię opisywany przeze mnie króliczek, to odwiedź stronę producenta i zapoznaj się ze szczegółami oferty. W naszym domu mieszka niebieski Króliczek Honey Bunny G6.

Pozdrawiam,
Paulina

Wielkie podziękowania dla Flower Stories, za piękne kwiaty widoczne na głównym zdjęciu, które także spodobały się naszemu Króliczkowi

Jeśli spodobał Ci się ten wpis i uważasz, że warto go przeczytać, będę bardzo wdzięczna jeśli wyrazisz to w komentarzu, dasz like lub nawet udostępnisz 🙂

Zapraszam także do polubienia fan page Bilikid na Facebooku, obserwowania nas na Instagramie i YouTube.

 

 

 

 

1 thought on “Bawi, uczy angielskiego, śpiewa, opowiada, nuci kołysanki głosem rodzica, usypia, świeci… Co to takiego?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *