Nauka angielskiego za pomocą … ZIEMNIAKÓW!

Nauka angielskiego za pomocą … ZIEMNIAKÓW!

 

Dzieci kłócą się o zabawki? Są znudzone? Kolejny gadżet z Psiego Patrolu, czy Kariny Lodu nie wywołuje entuzjazmu? Daj ziemniaka i pobawcie się wesoło, mądrze i twórczo. Tą zabawkę ma każdy! Nawet ten, kto nie ma dzieci.  Chyba już zorientowaliście się, że proste zabawki są dla dzieci najciekawsze. Dziś o angielskich zabawach z ZIEMNIAKAMI – towarem obecnym w każdym domu.
Te proste, naturalne i często banalne zabawy są w istocie bardzo ważne i trafnie nazwane przez niektóre pedagogiki, więc przy okazji można zaszpanować przez znajomymi, że bawimy się sensorycznie, naturalnie, montessoriańsko i Bóg wie jeszcze jak 😛

Wszystko zaczęło się od porannych zmagań…

Nasz Synek, który teraz ma niespełna 3 lata, jest wiernym fanem bohaterki bajki Peppa Pig (o bajkach pisałam już kilka wpisów, np ten -> klik). Jedną z postaci w tej bajce jest Pan Ziemniak – Mr Potato (czasem towarzyszy mu ziemniaczana żona). Do niedawna, nasze poranki przed wyjściem do żłobka, bywały trudne (ze względu na konieczność zakładania wielu zimowych ubrań). Jako pocieszenie po trudach ubierania się, Synek lubił sobie zabrać na drogę jakiegoś towarzysza. Zwykle było to małe autko albo pluszak. Jednak pewnego ranka powiedział, że pójdzie do żłobka z… Mr Potato!
No i jakby niektórzy powiedzieli ” Masz babo placek!” – chyba ziemniaczany… Co tu robić?
Czas leci, dzień w żłobku zaczyna się od 8.00, tata zdenerwowany, że znów się spóźnią, a mały negocjator czeka na Mr Potato! Co teraz?
Rozczochrana mama w piżamie biegnie po pisak i po… ziemniaka. Tak, najzwyklejszego ziemniaka z polskiego pola. W myślach odtwarza wygląd Mr Potato, bo nie można sprawdzić na komórce (zaginęła gdzieś w pościeli). Rysuję “twarz” Mr Potato z pamięci na zwykłym ziemniaku! Synek cały szczęśliwy z dumą bierze Mr Potato do żłobka. Takiej zabawki zapewne nikt jeszcze nie przytargał do żłobka. Będzie szpan wśród kolegów! Rodzice oddychają z ulgą, że może tym razem uda się zdążyć na czas. Oj… niełatwe te moje poranne wyzwania… raz musiałam udawać psa, żeby dziecko łaskawie przekroczyło próg drzwi. Także w piżamie, także rozczochrana musiałam na czworakach,  udając psa, żegnać mojego pierworodnego w drzwiach… W tym samym czasie, z góry chodził sąsiad z dziećmi… chyba wszyscy podejrzewacie, co sobie mógł pomyśleć. Innego poranka dostała za zadanie: “Jesteś Madame Gazelle”. To nauczycielka z bajki Peppa Pig, która mówi z charakterystycznym (chyba) francuskim akcentem. No dobra, wolę być cały dzień Madame Gazelle niż przez chwilę psem! Ale nie o tym ten wpis.
Wracając co ziemniaków:


To nasz dzisiejszy bohater, Mr Potato i jego żona, z bajki “Peppa Pig.”
źródło zdjęcia: http://peppafanon.wikia.com/wiki/File:Mrs._Potato.png


A to nasz Mr Potato. Podobny do swojego pierwowzoru? Moim zdaniem bardziej uroczy 🙂

Ziemniaczane zadania

Idąc za ciosem (raczej za ziemniaczanym trendem zabawowym), po powrocie ze żłobka, podczas którego towarzyszy nam Mr Potato, bawimy się po angielsku.
Wymyślamy dialogi i nazywamy potrawy z ziemniaków oraz te, w których są ziemniaki.
Śpiewamy oczywiście piosenkę o zieminakach by Super Simple Songs: “One Potato, Two Potatoes”.

Tu wersja tej samej wyliczanki by Little Baby Bum:

W domu udajemy obieranie ziemniaków gestami, nazywając przy tym czynności i tempo tej pracy. To dobry sposób na wprowadzanie różnych czasowników oznaczających czynności wykonywane w kuchni takie jak np. obieranie czy rozgniatanie. Sposób na ich naukę świetnie pokazuje piosenka “Go bananas”.

Tworzymy też rodzinę i przyjaciół dla Mr Potato i oczywiście zapraszamy rodzinę Pig do wspólnej zabawy. To świetna okazja do ćwiczenia nazw członków rodziny, a także pomieszczeń w domu oraz mebli. Tak naprawdę zabawę ogranicza jedynie wyobraźnia.

No i żywot ziemniaka, który bywa krótszy w porównaniu do innych zabawek, ale pocieszające jest to, że można go tanio przedłużyć.

Banany tańczą z ziemniakami

Czyli piosenka, a właściwie zabawa skautów, podczas której pokazując możemy nauczyć się czasowników związanych z obróbką warzyw i owoców. Lubimy takie piosenki, bo możemy się rodzinnie powygłupiać przy nich.

Znalazłam jeszcze takiego nieco nostalgicznego ziemniaczka 🙂 Może któreś dziecko zażyczy sobie coś o ziemniaku przed snem, wszak te małe istotki miewają bardzo wysublimowane życzenia 🙂

Coś z niczego. Kreatywnie

Ja z całego serca zachęcam do robienia “czegoś z niczego”. Ja często praktykuję takie formy zabawy i ona bardzo podobają się moim dzieciom. Co ciekawe, zajmuje ich to na dłużej niż zabawa świecąco – grającą, plastikową zabawką. Taka forma zabawy niesłychanie rozwija. Zabawa prostymi przedmiotami codziennego użytku ma wiele zalet: pobudza do twórczego myślenia, rozwija kreatywność, jest naturalna, tania i ekologiczna :), odwraca uwagę dzieci od plastiku i gotowców, niesie za sobą walory wychowawcze i etyczne, takie jak oderwanie od konsumpcjonizmu i chęci posiadania.

Mam jeszcze w głowie kilka takich zabaw. Chcecie o nich poczytać? Jeśli tak to dajcie mi koniecznie znać w komentarzu na blogu, na fan page na Facebooku lub w wiadomości prywatnej. Łatwiej i szybciej mi się pisze, gdy mnie ktoś zachęci :).

Pozdrawiam,
Paulina

Jeśli spodobał Ci się ten wpis i uważasz, że warto go przeczytać, będę bardzo wdzięczna jeśli wyrazisz to w komentarzu, dasz like lub nawet udostępnisz 🙂

Zapraszam także do polubienia fan page Bilikid na Facebooku, obserwowania nas na Instagramie i YouTube.

 

Śledź bloga i polajkuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *