Mój Mały Książę i Jego angielski

Mój Mały Książę i Jego angielski

Dziś szybki wiosenny wpis, bo wraz z piękną pogodą naszła mnie pewna refleksja dotycząca wyobraźni dziecięcej.

“Bo fantazja jest od tego…”

Małe dzieci potrafią zachwycać swoją urodą, błyskotliwością, szybkim tempem rozwoju, poczuciem humoru, szczerością, bardzo inteligentnymi przejęzyczeniami, dzięki którym choć trochę pokazują nam jak rozpracowują prawidła języka i skojarzeniami. Mnie chyba najbardziej zachwyca dziecięca wyobraźnia, którą staram się kształtować i stymulować. Nie jest to łatwe w obecnych czasach, bo zalew tanich zabawek i nieograniczony dostęp do zasobów internetowych utrudnia rozwój dziecięcej wyobraźni. Gotowe rozwiązania i pozornie interaktywne zabawki wcale nie pobudzają dziecięcej kreatywności. Dlatego właśnie staram się m.in bawić z dziećmi prostymi przedmiotami, które nie są co do zasady zabawkami. I tak słynne tekturowe rurki po ręcznikach papierowych znajdują u nas wiele zastosowań. Są nie tylko lunetami, ale też tunelami dla samochodzików, instrumentami muzycznymi, mieczami, bransoletkami, a nawet latającymi motylami.

“By bawić się na całego! “

Ja – “pedagogiczny ważniak”,myślałam, że wielce stymuluję rozwój wyobraźni mojego dziecka, do czasu rozwoju jego mowy i umiejętności wyrażenia i zwerbalizowania przez niego swoich obserwacji świata. Pewnego dnia, wracałam z dziećmi do domu ze żłobka , tą samą od dwóch lat trasą. W ciągu tego czasu niewiele się zmieniło. Myślę, że mój synek obserwował tę trasę wnikliwie, gdy jeszcze nie potrafił mówić, potem zaczął pytać o stałe punkty mijane po drodze. Pewnego dnia zapytał mnie:

“Mummy, what is this?” i wskazał na znak poczty polskiej.
Długo się nie zastanawiałam i odpowiedziałam: “This is a trumpet.”

I wtedy zadziało się coś niezwykłego, co znów zwróciło moją uwagę na dziecięcą wyobraźnię.
Karol odpowiedział mi: “No, it is a boat and the sea”.

No tak… przecież ta trąbka, która w oczach mojego dziecka jest łódką wisi na niebieskim, wręcz lazurowym tle. Z Jego doświadczeń i z Jego perspektywy to łódź na morzu. A ja tak sztampowo i prawie jednym słowem określiłam taki ciekawy obiekt, który codziennie mijamy. Od razu przypomniała mi się scena z książki “Mały Książę”, kiedy dorośli widzą na obrazku kapelusz, a według Małego Księcia – autora rysunku, przedstawiał on węża boa, który zjadł słonia! Mały Książę stwierdza wtedy, że dorośli nie rozumieją i zawsze trzeba im tłumaczyć. Tak też jest w naszym przypadku. Mój synek ma niespełna 3 lata, od urodzenia opowiadam Mu o świecie, także po angielsku. I tak, codziennie wracając ze żłobka, rozmawiamy sobie po angielsku najczęściej o tym, co i kogo mijamy po drodze. Zawsze przechodzimy obok poczty i ja widzę… pocztę, tzn. symbol poczty polskiej – trąbkę, której szczegółowo się nie przyglądałam. A mój mały Karol widzi łódź na morzu. Co się stało z moją wyobraźnią?!

Mało tego… Ten malutki człowiek sam z siebie proponuje kompromis i tworzy nowy angielski wyraz “trumpet – boat”. Udało mi się to uwiecznić na filmiku! Zobaczcie sami.

 

Pozdrawiam,
Paulina

Jeśli spodobał Ci się ten wpis i uważasz, że warto go przeczytać, będę bardzo wdzięczna jeśli wyrazisz to w komentarzu, dasz like lub nawet udostępnisz 🙂

Zapraszam także do polubienia fan page Bilikid na Facebooku, obserwowania nas na Instagramie i YouTube.

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *