Uwaga! Kieszonkowcy grasują i są bardzo skuteczni!

Uwaga! Kieszonkowcy grasują i są bardzo skuteczni!

 

Już nie raz o nich pisałam, w kontekście podróżowania, spacerów, wyjść z domu. Wspominałam o nich nawet przy okazji świąt, gdy pisałam, co znaleźliśmy pod naszą choinką.  Mam na myśli KIESZONKOWCE – czyli małe karty do zabaw językowych od Kapitana Nauki, wydawnictwa Edgard. Istotną rolę gra tu określenie małe, właściwie to od razu powinnam pisać kieszonkowe. Czyli można je zabrać ze sobą wszędzie: do samochodu, na spacer, do torby z dziecięcymi akcesoriami, do walizki na dłuższy wyjazd, do samolotu, do przychodni (by zająć czas w trakcie czekania na swoją kolejkę).

Dla kogo?

Na opakowaniu podano wiek 9+. Około tego wieku warto używać tych kart, w sytuacji, gdy dziecko miało pierwszy kontakt z językiem w przedszkolu. Jeśli dziecko poznaje angielski wcześniej, wówczas można ich używać nawet kilka lat wcześniej niż sugeruje wiek na opakowaniu. Z mojego punktu widzenia, gdzie dzieciaki poznają angielski od urodzenia, uważam, że to karty dla każdego. Jeśli miałabym sugerować wiek, byłoby to 3+, bez górnego limitu 🙂 Ilustracje na kartach są dość szczegółowe, ale dziecko 3+ w zabawie z rodzicem powinno poradzić sobie z ich poprawnym nazywaniem. Obrazki są nietuzinkowe, dość abstrakcyjne, w dobrym znaczeniu tego słowa. W każdym razie nie są typowo dziecięce, pstrokate i przejaskrawione. Mi bardzo przypadły do gustu. Gdy pierwszy raz przeglądałam karty to śmiałam się w głos z niektórych ilustracji.
Z maluchem można nazywać obiekty widniejące na karcie, a ze starszym dzieckiem opisywać je szczegółowo. Są więc świetnym pomysłem na prezent dla rodzeństwa w różnym wieku, bo każde dziecko z tego skorzysta. My się z tego prezentu bardzo cieszymy i serdecznie dziękujemy.

Dostaliśmy trzy typy Kieszonkowców:

“Bitter – Sweet” – do nauki przymiotników,

“Remember & Forget” – do nauki czasowników,

“Let’s Talk!”- oraz angielskie rozmówki w formie kart

Jest jeszcze dostępny Piece of Cake pomocny w nauce angielskich idiomów. Tego zestawu nie znam, wybaczcie, ale nie będę jeszcze wprowadzała 3 – latkowi idiomów :). W tym wypadku sugestia wiekowa na opakowaniu jest słuszna, bo to dość trudne zagadnienie. Wszystko oczywiście zależy od umiejętności dziecka.
Zawsze warto zerknąć jakie granice wiekowe podane są przez producenta pamiętając, że jest to tylko orientacyjna granica. Po obejrzeniu produktu lub zapoznaniu się z dokładnym opisem będziecie w stanie ocenić, czy nadaje się dla Waszego dziecka.

Jak grać?

Można się nimi bawić na wiele sposobów: nazywać obrazki i używać ich na zasadzie kart obrazkowych, układać parami o przeciwnym znaczeniu, grać w różne warianty gry memory (więcej o memory znajdziecie tutaj). Każda paczka zawiera osobną kartę z propozycjami czterech gier.  Także nie ma zmartwienia, gdy zapominamy “jak się w to grało”, bo opisy gier też można mieć zawsze przy sobie. W talii znajdziecie także kartę z mini słowniczkiem (przetłumaczono tam na polski większość wyrazów z danego zestawu).

Przełamać rutynę

To prezent, nie tylko dla dzieci, ale i dla rodzica. Rodzice, którzy zdecydowali się używać angielskiego w domu z dziećmi skarżą się na powtarzalność zwrotów. O ile dzieci potrzebują powtarzalności i rutyny, o tyle dorosłych martwi trochę, fakt, że codziennie mówią to samo. Trudno tego uniknąć, tak jak ciężko zrezygnować z powtarzających się czynności typu poranna i wieczorna toaleta. Kieszonkowce mogą przełamać rutynę związaną z używaniem tych samych wyrażeń do dzieci. W tym celu można je np. losować i na podstawie wylosowanej karty wymyślać zabawę typu kalambury.

Karty Let’s talk mogą być początkiem interesującej rozmowy. Ta talia tylko trochę przypomina typowe, książkowe rozmówki.  Myślę jednak, że forma kart – rozmówek jest znacznie skuteczniejsza. Para tworząca dialog jest tylko początkiem rozmowy, reszta dialogu zależy już tylko od naszej wyobraźni. Bawiąc się tymi kartami można najpierw znaleźć parę, a później wymyślać inne odpowiedzi od tej z pary. Muszę jeszcze trochę poczekać, aż zacznę w ten sposób bawić się ze swoim starszym synkiem. Z niecierpliwością czekam też, aż mój synek będzie na tyle zręczny, że wykorzystamy te karty w podróży. Póki co razem opisujemy, to co widzimy za oknem auta. A obrazki omawiamy w sposób adekwatny do Jego możliwości i mamy przy tym wiele śmiechu. Jego skojarzenia często bardzo mnie zaskakują.

Teraz sami zobaczcie jak wyglądają kieszonkowce:


Jak zapewne się domyślacie, to kilka par z talii do nauki przymiotników. Mówiąc o nietuzinkowych ilustracjach miałam na myśli np. zobrazowanie pary rude – polite. Taka stylistyka bardzo mi odpowiada. Ciekawa jestem jak Wam?


Tutaj graficy podołali trudnemu wyzwaniu, bo narysować czasowniki jest bardzo trudno. Moim zdaniem świetnie im to wyszło.

To para z talii rozmówki. Proste ilustracje doskonale uzupełniają treść krótkiego dialogu. Rozmowa może potoczyć się dalej, możemy zapytać o ulubione smaki. Widzicie potencjał tych małych kart?
Jeszcze jedna para z tej talii, moja ulubiona, została użyta jako zdjęcie główne do wpisu. Zerknijcie na nią jeszcze raz 🙂

To para z talii z czasownikami. Jakby znajome obrazki w nietypowej konwencji.
Ktoś nabrał ochoty na bliskie spotkanie z kieszonkowcami? Ja polecam!

 

Pozdrawiam,
Paulina

Jeśli spodobał Ci się ten wpis i uważasz, że warto go przeczytać, będę bardzo wdzięczna jeśli wyrazisz to w komentarzu, dasz like lub nawet udostępnisz 🙂

Zapraszam także do polubienia fan page Bilikid na Facebooku, obserwowania nas na Instagramie i YouTube.

Śledź bloga i polajkuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *