Angielski ze śmietnika, czyli drugie życie książeczki #recycling

Angielski ze śmietnika, czyli drugie życie książeczki #recycling

 

Pamiętacie jak można wykorzystać papier toaletowy do nauki angielskiego? Dlaczego nie warto wyrzucać klocków? Jak za pomocą śmieci nauczyć się wielu słówek? Jeśli nie, zachęcam do powrotu do mojego recyklingowego cyklu wpisów. Dziś kolejny pomysł. Jaki? Bardzo prosty. Zachęcam do krótkiej lektury.

Przeczytana, obejrzana, dobrze znana. Co dalej?

Książka i możliwość czytania to jeden z największych cudów naszej cywilizacji

M.Dąbrowska

Nie podjęłabym się pisania o literaturze. To zadanie mnie przerasta, choć mam swoich ulubionych autorów i na poczekaniu poleciłabym konkretne tytuły. Chcę dziś napisać o książkach od strony bardziej technicznej pozostając w temacie recyklingu – czyli wykorzystania domowych zbytków do celów edukacyjnych. Konkretnie- co robić z książkami, których chcielibyśmy się pozbyć? Wielu jest takich, którym nie mieści się w głowie, że w ogóle chcę się pozbywać książek. Gdybym miała osobny pokój na biblioteczkę, nie miałabym tego problemu, ale ja raczej jestem zwolennikiem pozbywania się rzeczy, po które już nie sięgnę. Pozbywania się w znaczeniu oddania ich w inne ręce lub nadania im drugiego życia. Wychowana zostałam w domu, gdzie nie wyrzucało się książek. Można było je oddać np. do biblioteki, ale nigdy nie lądowały na śmietniku. Tę zasadę przeniosłam do swojego domu. Dziś już nie odnoszę ich do biblioteki, wystawiam je za darmo lub za symboliczną opłatą na aukcjach sąsiedzkich i widzę jak trafiają w ręce nowego właściciela. On szczęśliwy, że dostał książkę swojego ulubionego autora za darmo, a ja zadowolona, że nie kurzy się u mnie w domu lub nie wylądowała na śmietniku. Od niedawna zastanawiałam się co zrobić z książkami i zabawkami synka, które już mu się opatrzyły. Jedna partia została przeniesiona do babci, dzięki temu nie muszę wozić ze sobą zabawek i książeczek.

Książkowy lifting

Wciąż jeszcze do domu pozostały duże ilości takowych. Inspirując się innymi ludźmi i ich kreatywnością, chyba wymyśliłam. Zebrałam książeczki obrazkowe dla maluszka. Te, które dedykowane są dzieciaczkom w wieku 3 i 6 miesięcy, i w prosty sposób dostosowałam je do dzieci starszych i do nauki angielskiego. Po prostu dopisałam do ilustracji i pojedynczych napisów ich angielskie wersje. Zabieg prosty i mało kosztowny.

Czego nam potrzeba do książkowego liftingu?

-owych książek,
-CD markera,
-słownika,
-trochę czasu.

 

To zdjęcie z naszymi przykładowymi książeczkami, jest ich więcej w naszych zbiorach, ale niektóre książki są jeszcze w trakcie przerabiania.

Z tym zapotrzebowaniem na czas to bez przesady. Można to zrobić podczas zabawy z dzieckiem na podłodze, lub gdy schnie lakier na paznokciach, wszak kobieta jest przecież wielozadaniowa.
Można także wydrukować napisy i je podkleić, ale to już wymaga więcej czasu i precyzji.

Może by tak od tego zacząć?

Ten prosty zabieg to jedynie pomoc w domowej nauce języka angielskiego. Może to być też punkt wyjścia do takiej nauki. W tym przypadku wyraźnie widać, że można porozumieć się w więcej niż jednym języku,  że jest to inny język niż ojczysty, a wreszcie, że w naszym domu używamy dwóch języków.  A chyba się ze mną zgodzicie, że te początki są trudne. Zebrać się i zacząć jest najciężej …. Zupełnie jak z pisaniem pracy dyplomowej. Krokiem milowym było zasiąść do komputera, wyłączyć strony niezwiązane z pracą i zacząć, jak już człowiek napisał tytuł to jakoś poszło. Dzieci uczące się czytać korzystają także z takich książeczek i przyswajają obraz graficzny wyrazów w języku obcym. Znacznie łatwiej im pojąć także inne brzmienie głosek w różnych językach. To też przydatny gadżet w zabawie. Mogą sobie niepozornie leżeć obok zabawek, a nuż nagle się przydadzą i coś w tych małych, pięknych główkach zostanie.

Jeśli jedyną przeszkodą do zrobienia takiej książkowej przeróbki jest brak CD markera, to chętnie pożyczę. A tak poważnie, polecam go mieć. Osobiście używam go do bardzo wielu rzeczy, rzadko do płyt CD 😛 Przydaje się m.in do opisywania torebek foliowych z mrożonkami.

To jak? Zafundujecie lifting jakimś starym książkom? Jeśli tak, dajcie koniecznie znać.

Bye, bye

Paulina

Jeśli spodobał Ci się ten wpis i uważasz, że warto go przeczytać, będę bardzo wdzięczna jeśli wyrazisz to w komentarzu, dasz like lub nawet udostępnisz 🙂

Zapraszam także do polubienia fan page Bilikid na Facebooku, obserwowania nas na Instagramie i YouTube.

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *