fbpx
Kupa, siki, smarki i inne obrzydliwości

Kupa, siki, smarki i inne obrzydliwości – jak to jest po angielsku?

Ciiii…. o tym się niby nie mówi

Nikt o tym nie pisze, a wszyscy o tym mówią. Wszyscy, którzy mają lub mieli małe dzieci. Bo kiedyś trzeba dziecko oduczyć korzystania z pieluszek i nazwać, to co ma robić w ubikacji.

Ciężko w tym temacie o rzetelne tłumaczenie za pomocą słownika, bo i co wpisać po polsku? Bąk? Kupa? Smarki? W każdym domu różnie brzmi nazewnictwo odchodów, uryny i wydzieliny z nosa, a także gazów. A wiedzieliście, że w Poznaniu na „kozę z nosa” mówi się „babol”? Mnie to bardzo śmieszy do dziś, choć mieszkam w tym mieście już ponad 10 lat.

Braki w edukacji formalnej

Zabrałam się za ten temat jako, że pewnego dnia mnie zatkało! Nie z powodu zapachu (choć to by było całkiem logiczne), ale z powodu nieznajomości angielskich odpowiedników słów „kupa” czy „siusiu”. Teraz u nas często używa się tych słów, bo ciągle uczymy naszego synka funkcjonować bez pieluchy, a że gentleman o takich sprawach nie chce nam mówić, to my musimy często pytać, czy nie ma jakieś konkretnej potrzeby fizjologicznej. No i jak przypada czas, że będąc tylko ze mną (to taka moja strategia) powinniśmy rozmawiać o „tych” sprawach po angielsku, to wychodzą na jaw moje braki.

Aby uzupełnić te słowną lukę, sięgnęłam do źródła (bez obaw, nie wkładałam rąk do ubikacji). Zapytałam znajomą Brytyjkę i znajomą Amerykankę, jak one zwracają się do dzieci rozmawiając o tych obrzydliwościach. Przeprosiłam je, że pytam o tak nieprzyjemne rzeczy, na co obie się zdziwiły i zaśmiały, bo to przecież codzienność rodzica i każdy to „przerabia”.

Z pomocą anglojęzycznych koleżanek stworzyłam dla Was i dla siebie, małą pomoc w temacie „obrzydliwych” słówek. Jeśli przy danym słówku nie ma żadnej flagi, oznacza to, że według słownika używa się ich w obu wersjach angielskiego.

Na początek strategiczne miejsca, w których możemy znaleźć różne niespodzianki

Majtki po angielsku

 

I sami sprawcy zamieszania:

 

 

 

I jeszcze skarby z nosa:

 

Bardzo dużo czasu i pracy zabrało nam stworzenie dla Was tych grafik. Szczególną trudnością było odróżnienie wersji brytyjskich i amerykańskich. Konsultowałam je ze znajomymi, rodzimymi użytkownikami angielskiego brytyjskiego i amerykańskiego, jednak pamiętajcie, że tak jak my, Polacy, tak i one pochodzą z różnych części kraju, gdzie różnie mówi się na „te” sprawy. Jeśli znacie jakieś inne tłumaczenia, to najlepiej sprawdźcie je zanim pomyślicie, że ja wprowadzam Was w błąd, lub że znacie błędne tłumaczenie. Tłumaczenie słów, które nie są oficjalne, literackie to trudna robota.

Obrzydliwości ciąg dalszy?

Przychodzą Wam na myśl jakieś inne słowa, których brakuje w codziennej komunikacji, a które ciężko znaleźć w słowniku, bo są kolokwialne? Jeśli tak to dajcie znać. Chętnie podpytam u źródła, w końcu o te najbardziej obrzydliwe już zapytałam, to moje rozmówczynie nie będą zdziwione.

 

Pozdrawiam,
Paulina

Jeśli spodobał Ci się ten wpis i uważasz, że warto go przeczytać, będę bardzo wdzięczna jeśli wyrazisz to w komentarzu, dasz like lub nawet udostępnisz 🙂

Zapraszam także do polubienia fan page Bilikid na Facebooku, obserwowania nas na Instagramie i YouTube.

Prawa do zdjęcia użytego w grafice głównej wpisu należą do geralt (fotografia dostępna w serwisie Pixabay, dostęp 09.11.2017)

 

Udostępnij post

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on email
Share on print