Rozwój osobisty i kariera, kontra pieluchy i ta cała dziecinada. Szczere wyznanie z okazji urodzin mojego dziecka

12. maja 2017 inne 2
Rozwój osobisty i kariera, kontra pieluchy i ta cała dziecinada. Szczere wyznanie z okazji urodzin mojego dziecka

Dla nas od lat “mai się maj”

Maj to dla nas wyjątkowy miesiąc – nazywamy go naszym. Od dziecka czułam, że to jakiś magiczny czas w roku. W podstawówce bywałam u koleżanki na świętokrzyskiej wsi, gdzie wieczorem ludzie zbierali się pod przydrożnym krzyżem, przynosili kwiaty i śpiewali pieśni Maryjne. Nigdy później się z tym nie spotkałam, a szkoda. Właśnie w maju wzięliśmy z Filipem ślub. To był cudowny dzień! A po dwóch latach od tego ślubnego, majowego dnia, na świat przyszedł nasz Synek – Karolek. W tym pięknym miesiącu znaleźliśmy także dzień, w którym obydwoje z mężem mamy imieniny! To nie przypadek 🙂 Wreszcie w maju wszyscy przypominamy sobie o wyjątkowej roli MAMY, bo właśnie w tym miesiącu JEJ święto. Dziś, 12-go maja, mija dokładnie dwa lata odkąd ZOSTAŁAM MAMĄ!!!
Był to wielki, ale upragniony przewrót w moim życiu!

Mama, mamusia

Dziś chciałam podzielić się z Wami krótką refleksją na temat macierzyństwa. Zdaję sobie sprawę, że to temat “wałkowany” na niezliczonych forach, blogach parentingowych, felietonach, telewizjach śniadaniowych i innych okazjach. Czasem trochę spłycony, czasem przesadnie przeładowany heroizmem. Dotyczy jednak wszystkich, bo nawet jeśli nie jesteś matką, to masz matkę i Ciebie także ten temat dotyczy.
Dziś rano obudziłam się wcześnie, bardzo zadowolona, ale i zdenerwowana. Ucieszyłam się, że będziemy obchodzić drugie urodzinki Synka, ale denerwowałam się, że nie zdążymy wszystkiego przygotować na przyjęcie licznych gości, którzy chcą świętować ten piękny dzień z Karolem. Wiecie jak to jest, jak szykujecie imprezę dla rodzinki, przyjaciół i znajomych. Dekoracje urodzinowe gotowe, jedzonko gotowe, wysprzątane mieszkanie, ale i tak zawsze mam poczucie, że czegoś zapomniałam, nie zrobiłam, zaniedbałam. Właśnie tak, jak dziś wygląda chyba każdy mój dzień od tych dwóch lat, gdy jestem mamą: cieszę się i martwię.

 

Moje macierzyństwo opisałabym jako taki stan skrajności:

JEDNOCZESNE CHCĘ I NIE CHCĘ! 

Potrzeby i pragnienia

Zacznijmy od poranka. Nie chce mi się wstawać rano, bo mam jeszcze w pamięci poranki sprzed czasu, gdy zostałam mamą. W weekendy mogłam nadrobić zaległości we śnie, którego brakowało w dniach roboczych, wypić spokojnie ciepłą poranną kawę, wybrać się na samotny, cichy spacer. Słowem, odpocząć. Dziś poranki w weekendy zaczynają się bardzo wcześnie. Tak, jak nie możemy czasem obudzić synka, żeby wyszykować go do żłobka, tak w weekendy dzieje się coś dla nas, rodziców, strasznego! Karol budzi się dużo wcześniej niż w dni robocze!!! Znacie to? Mniemam, że niestety tak… No i oczywiście strasznie nam się nie chce i licytujemy się, kto wstaje bawić się z dzieckiem, a kto ma jeszcze upragniony czas na sen. Wtedy strasznie mi się nie chce, ale jednocześnie pragnę tych chwil. Dzień, który zaczyna się bardzo wcześnie od tupotu małych stópek, rozczochranej fryzury i słodko brzmiącego “mamo chodź”, musi być piękny! Uwielbiam ten widok! Mam świadomość, że długo się to nie będzie powtarzać. Że za kila lat ten mój mały synek nie będzie już taki mały i  nie przywita mnie o świcie buziakiem i przytulasem, bo będzie to dla niego wstyd i obciach, witać się tak z mamą. To samo dzieje się w ciągu dnia. Gdy już Synek padnie na drzemkę, to w mojej głowie zaczyna się natychmiastowy plan działania na czas drzemki. Może pośpi dwie godziny? Ileż to ja nie chcę wtedy zrobić! Może coś napiszę na bloga, może posprzątam ciuchy, może coś ugotuję, a może wreszcie coś przeczytam w spokoju, może uprasuję… od czego zacząć. Dobra, wypiję ciepłą herbatę i biorę się do pracy… i co? Budzi się wyspany po 20 minutach… a ja zła i sfrustrowana, wokół syf, a na twarzy Karola uśmiech i gotowość do zabawy. Jestem wtedy rozczarowana i wkurzona, ale jednocześnie zadaję sobie pytanie: ile jeszcze będzie zabiegał o czas ze mną? Już niedługo zamieni mnie na kolegów, potem na dziewczynę i to ja będę żebrać o czas sama na sam z Nim.

Rozwój osobisty i kariera kontra pieluchy i ta cała dziecinada…

Dyskusje na temat: kariera zawodowa kontra macierzyństwo trwają. Ile kobiet, tyle opinii. Powiedziałabym raczej ile charakterów, tyle strategii. Ja od zawsze czułam, że rodzina będzie dla mnie priorytetem. Nie bagatelizowałam przy tym własnej edukacji i rozwoju osobistego, ale nigdy nie wyobrażałam sobie siebie jako przodowniczki pracy w wielkim korpo. Czułam, ze to nie dla mnie. Jestem bardzo pracowita i wiele rzeczy robię sama, własnymi rękami, często po nocach. Ale znaczna większość z nich to coś, co tworzę dla naszej rodziny i przyjaciół, ku naszemu wspólnemu dobru i radości, a nie dla pieniędzy. Jednak czasem nachodzą mnie myśli, że może mogłam zrobić, osiągnąć coś więcej. Może kolejny kierunek studiów, może podyplomówka, może studia doktoranckie, może…. może… może… Jestem jednak w miejscu, w którym jestem i jestem w nim szczęśliwa. Paradoksalnie, najwięcej dla siebie zrobiłam przez ostatnie dwa lata! Jak? Sama nie wiem jak to się wszystko zadziało. To składowa wielu czynników:

Ograniczony czas i jego korzystne wykorzystanie. Wiadomo, że przy małym dziecko “czas wolny” jest bardzo ograniczony i trzeba go dobrze zaplanować, nie ma czasu na marnowanie ani chwili.

– Celebracja chwil tylko dla siebie. Gdy rozpoczyna się przygoda z macierzyństwem, szczególnie docenia się chwile dla siebie. Ja zaczęłam regularnie chodzić do kosmetyczki dopiero jak urodziłam synka. Wcześniej mogłam zajść do salonu w każdej chwili, teraz muszę te wizyty odpowiednio wcześniej zaplanować i zorganizować, np. pod względem opieki dla dziecka.

Wsparcie Partnera i moja z Nim relacja. Mąż jest dla mnie nieocenionym wsparciem, właściwie to nie jest pomocą, my po prostu dzielimy wszystko na dwoje. On mi nie pomaga w wychowaniu dziecka, ja Jemu też nie. My po prostu robimy to wszystko razem. To nie tak, że życie dziecka jest w rękach jednego rodzica, a drugi czasem pomoże. Ono jest w naszych czterech rękach! Dzięki takiej strategii obydwoje mamy czas na coś swojego, na hobby – taką odskocznię od codzienności.

Samokontrola. Przecież moje dziecko nieustannie mnie obserwuje, śledzi każdy mój krok i … NAŚLADUJE! No właśnie! Muszę się bardziej pilnować. Od pewnego czasu zwracam szczególną uwagę na swoje zachowania np. przy stole, w kontaktach z innymi ludźmi, w domu, na kulturę mojego języka, na to, czego słucham i co oglądam, na estetykę przedmiotów w moim domu. Przecież mały obserwator chłonie to wszystko jak gąbka, nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy.

Mój rozwój – rozwój dziecka. Wiemy, że dziecko żyje tak jak my, więc stawiamy na własny rozwój. Od urodzenia nie zabierałam maluszka tylko na spacery. Właściwie przed ukończeniem przez synka pół roku chodziliśmy z Nim już do teatru, na zajęcia przygotowane specjalnie dla najmłodszych dzieci. Regularnie spotykaliśmy się z native speakerem i innymi dziećmi, o czym pisałam tu. Odwiedzaliśmy dziecięce kawiarnie, z resztą do tej pory korzystamy z bogatej oferty rozrywek dla maluszków: basen, wycieczki, przedstawienia, zajęcia, grupy zabawowe, kino, spotkania w bibliotekach i księgarniach, targi itd.

Higiena umysłu rodzica i emocje dziecka. Nie raz słyszałam, że dobrostan rodzica przenosi się na dziecko. Dzieciaki jak małe nietoperze usłyszą każdą fałszywą nutę w naszym samopoczuciu. Podobno nie da się ukryć negatywnych emocji przed dzieckiem, żeby nie wiem jak bardzo się starać, te małe istoty i tak czują, że coś nie gra. Dlatego trzeba mieć coś takiego tylko swojego, co daje poczucie spełnienia. Nie kwestionuję, że dla wielu mam będzie to po prostu kuchenne królestwo, bo uwielbiają piec i gotować i daje im to spełnienie. To nie moja bajka. Ja mam bloga! On powstał krótko po narodzinach dziecka, w tym niby ciężkim czasie. W mojej głowie był już od dawna, ale jakoś nie mogłam się zebrać. Na szczęście do akcji wkroczył mój mąż i załatwił te wszystkie techniczne sprawy.
Nie wiem w jaką stronę to pójdzie, czy uda mi się wychować dwujęzyczne dziecko, w końcu uczę się tego stylu życia wraz z Nim, na pewno praktykujemy wczesną naukę języka. To, czego jestem pewna, to że daję z siebie wszystko i pragnę szczęścia mojego dziecka i swojego.

Tak właśnie wygląda moje jednoczesne chcę i nie chcę! Jednak gdybym miała wybrać, czego bardziej pragnę, to zawsze uśmiech dziecka o świcie wygra z tęsknotą na długim, nieprzerwanym snem! Kocham to, choć lubię też pospać! Wolę tę zimną kawę w towarzystwie roześmianej małej buźki, niż ciepłą w samotności!

 

Z okazji urodzin mojego Synka życzę Wam – Kochani Czytelnicy,

i sobie także
satysfakcji z życiowej roli Rodzica!
Naszego osobistego rozwoju i rozwoju naszych pociech.
Jak najwięcej radosnych poranków,
wesołego, beztroskiego czasu z Waszymi dziećmi.
Dobrej zabawy z językiem obcym,
która zaowocuje pozytywnym nastawieniem dziecka do nauki języka obcego na całe życie!

Sto lat! Happy Bitrthday!
My w ten weekend świętujemy na całego!

Bilifamily 🙂

 


2 thoughts on “Rozwój osobisty i kariera, kontra pieluchy i ta cała dziecinada. Szczere wyznanie z okazji urodzin mojego dziecka”

  • 1
    OlgaCh on 13 maja 2017 Odpowiedz

    Bilifamily – happy celebration! Dzięki za ten osobisty wpis. Bardzo utożsamiam się z tym CHCĘ I NIE CHCĘ. U mnie czasami nazwałabym to CHCĘ, ALE NIE MAM SIŁY. Ale tak jak piszesz – ten czas szybko minie, o zmęczeniu nie będę pamiętać, za to będę wracać myślami do tych porannych przytulasów, my mówimy na to ‘gramolenie’ :), i tęsknić za nimi. Cieszmy się macierzyństwem TU I TERAZ. Uczę się tego każdego dnia. Have a beautiful birthday Karol!

    • 2
      bilikid on 15 maja 2017 Odpowiedz

      Dziękujemy za życzenia 🙂 Dobrze wiedzieć, że nie jestem sama w tych przemyśleniach! Życzę Wam żeby “gramolenia” było jak najwięcej!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *