Słabo znasz angielski? Czujesz, że nie dasz rady przekazać go dziecku… A polski jak znasz?

Słabo znasz angielski? Czujesz, że nie dasz rady przekazać go dziecku… A polski jak znasz?

W wyniku inspirującej wymiany wiadomości z Czytelniczką mojego bloga postanowiłam popełnić kolejny wpis na temat braku wiary we własne umiejętności. Tekst o podobnej treści zamieściłam już wcześniej.

Ja jak ten Syzyf…

Może pochopnie nazywam to brakiem wiary, bardziej pasowałoby określenie “niepewność własnych umiejętności językowych”. Zastanawiam się, kto z nas tego nie ma… ja mam pełną świadomość popełnianych błędów, wiem jakie są moje słabości językowe i nie kryję ich. Przecież ja się latami uczyłam tego angielskiego, zaczęłam w latach 90′ kiedy metodyka nauczania języka obcego dzieci w Polsce nie była jeszcze tak zaawansowana jak to jest na dzień dzisiejszy. I tak toczyłam przez lata ten kamień nauki języka pod górę. Nie doszłam jeszcze na szczyt, ale osiągnęłam pewien poziom, z którego mam całkiem niezłe widoki. Mogę swobodnie podróżować poza granice kraju, dogadam się z Brytyjczykiem, którego wymowy nigdy nie osiągnę i z Włochem, który mówi po włosku-angielsku, a także z Rosjaninem- który mówi jak my, Polacy. Jasne, że marzę o kolejnych kursach doskonalących wymowę, znajomość słownictwa, gramatyki, ale moja osobista nauka nie jest teraz aż takim priorytetem jak była kiedyś. Teraz moim zadaniem jest wprowadzać w świat małego człowieka. Chodzi nie tylko o świat języka ojczystego i obcego, ale o wszystkie dziedziny życia. Choćbym chciała zdjąć z siebie ciężar edukacji dziecka i przerzuciła go na najlepsze szkoły, prywatnych nauczycieli i zajęcia dodatkowe, to i tak dziecko nauczy się czegoś ode mnie!

“Inside out” – czyli niby “od podszewki”

Będąc w ciąży zgłębiałam lektury na temat dwujęzyczności, chciałam się dobrze przygotować do zadania, które być może podejmę, znać ten temat od podszewki. Jednak uwierzcie mi g*wno się dowiedziałam! Czytałam lektury, strony internetowe, ale to była sucha teoria, której nie czułam. Wcale nie chwyciła mnie za serce i też za specjalnie nie zapadła mi w pamięć. Prawdziwą wiedzę dają mi ludzie, praktycy z większym i mniejszym doświadczeniem. Rozmowy z rodzicami, którzy trud nauki dziecka języka obcego wzięli na klatę i mają już owoce tej pracy, ale także z tymi, którzy zaczynają czy tak jak ja, mają jeszcze zbyt małe dzieci, żeby dużo o tej pracy powiedzieć. Nie da się wyczytać w książkach tego, co w grupach zrzeszających ludzi skupionych wokół tematu. Artykuły prasowe, wpisy na blogach, prywatne wiadomości! Och,  gdybym zamknęła się w jakieś pustelni i zebrała to do kupy to wyszłoby całkiem niezłe dzieło! Nie zrobię tego jednak… być może ominie Was przez to spektakularne dzieło literatury popularno-naukowej 🙂 Oczywiście żartuję sobie trochę.

Spróbuję, choć ciągle wydaje mi się, że nie jestem wystarczająco dobra

Bogatsza o teorię i kilkanaście tygodni spędzonych w towarzystwie nowo narodzonego człowieka stwierdziłam: SPRÓBUJĘ! Wyjdzie to wspaniale! Nie wyjdzie, to przynajmniej nie będę miała do siebie pretensji, że nie próbowałam. Tym sposobem metodami prób i błędów zaczęłam wprowadzać ten język obcy w codzienność. Już nie raz przyznawałam się publicznie, że brakuje mi motywacji, jestem niesystematyczna i po prostu mi się nie chce! Jestem przecież człowiekiem ze wszystkimi cechami człowieczeństwa. Prowadzenie bloga miało być jednym z elementów motywacji do tego zadania na wiele lat. Rzeczywiście tak jest, im więcej czytelników, im częściej dostaję od Was wiadomości, tym bardziej chce mi się to robić i wchodzić głębiej w temat.

Jesteś mistrzem?

Czytelniczka pisze, że waha się nad tym, czy uczyć własne dziecko angielskiego czy nie, bo jej znajomość języka jest na poziomie FCE. Największe wątpliwości ma co do wymowy. I słusznie! Oznacza to, że jest świadoma, że małe dzieci uczą się języka ze słuchu, odtwarzają to, co usłyszą. Ta świadomość to już bardzo wiele! Moja odpowiedź brzmi mniej więcej ” Nie wahaj się! Spróbuj!” Dlaczego? A no dlatego, że my jako rodzice uczymy dzieci wszystkiego! No po prostu życia!
A czy jesteś mistrzem w każdej dziedzinie życia? No właśnie…
Uczę dziecko dbania o siebie, zasad higieny, mycia zębów -czy jestem stomatologiem? Kto mnie jeszcze nie zna, odpowiem, że nie!
Uczę dziecko kulturalnego zachowania, a czy jestem instruktorką etykiety? Nie! Ba, nawet nie mam pojęcia o istnieniu pewnych zasad… (do nadrobienia 🙂
Uczę dziecko liczyć, a czy jestem matematykiem? Nie! I nigdy nie będę i dodam, że matma zawsze była moją piętą achillesową i to już się chyba nie zmieni.
Wreszcie Czytelniku szanowny, czy mówisz bezbłędnie w swoim ojczystym języku? Zawsze i wszędzie władasz poprawną polszczyzną? Bo ja nie! A mówisz do dziecka po polsku? No właśnie…
To teraz pytanie: dlaczego podejmujemy się nauki wszystkiego bez wahania, a nad obcym językiem tak długo i dużo się zastanawiamy?

Wiem… wiem… wiem…

Zdaję sobie sprawę, że ze słabej znajomości mogą wynikać złe wzorce, że nauczymy po prostu niepoprawnie. To niebezpieczne. Wiem, że istnieje możliwość utrwalenia błędnej wymowy. Wiem także, że w komuś może ponieść się ciśnienie, gdy czyta ten tekst. Te jednak kwestie poruszałam już we wpisie z września 2016, zajrzyjcie tam, jeśli potrzebujecie. Absolutnie nie namawiam do przekazywania błędnej wymowy, czy gramatyki. W całym tym wpisie chodzi mi o motywację i chęci. Przecież sam pomysł, by wprowadzać dziecko od małego w świat obcego języka może być motywujący. Nie jesteś pewna jak wymawiać słówko? Sprawdź to! Nie wiesz, czy szyk zdania jest poprawny? Sprawdź to! Gdzie? No chyba nie muszę pisać, właśnie tu, w internecie, w telefonie. Pomoc masz w kieszeni. Sprawdzaj tak, jak sprawdzasz rozkład autobusów, czy prognozę pogody. Wystarczy odpowiednia aplikacja, albo ulubiona strona. Można podjąć także “większe” działania w tym kierunku. Kursów doskonalenia językowego nie brakuje. Native speakerzy oferują przeróżne formy spotkań. Think about it! 🙂

Dziś ten cały wywód chcę zakończyć dokładnie tym, co napisałam swojej Czytelniczce: Spróbuj uczyć swoją córkę, choćby tych pojedynczych słówek, piosenek. Gdy mała pójdzie do przedszkola i zorientuje się, że zna już te słowa, których właśnie uczy ich Pani, to po pierwsze: będzie się czuła pewnie, będzie dobrze nastawiona do języka angielskiego,(a to najważniejsze w nauce małych dzieci), a po drugie: pęknie z dumy, że to właśnie Mama Ją tego nauczyła! Nie omieszka o tym wspomnieć pani nauczycielce, koleżankom i kolegom w grupie i całemu Jej światu!
Chyba warto spróbować, co?

Na sam koniec osobiście

Jestem świadoma, że odsłoniłam pewną prywatną sferę życia mojej rodziny, tę związaną z edukacją. Wiem, że wiele osób patrzy mi na ręce i będzie mnie rozliczać. Wzięłam to pod uwagę i wiem, że nie każda droga prowadzi do sukcesu, nawet ta przygotowana i teoretycznie bez zarzutu. Życie pisze przecież różne scenariusze. Być może w wyniku wydarzeń losowych nie będę mogła pozwolić dzieciom i sobie na aktualny rodzaj wychowania. Może tak być. Jednak zawsze faktem będzie, że próbowałam, coś robiłam i nie stałam z boku, jak bierny obserwator i nic niewnoszący krytyk.

 

Jeśli spodobał Ci się ten wpis i uważasz, że warto go przeczytać, będę bardzo wdzięczna jeśli wyrazisz to w komentarzu, dasz like lub nawet udostępnisz :).

Zapraszam także do polubienia mojego fan page na Facebooku, obserwowania mnie na Instagramie czy YouTube.

Pozdr

P.

 


2 thoughts on “Słabo znasz angielski? Czujesz, że nie dasz rady przekazać go dziecku… A polski jak znasz?”

  • 1
    OlgaCh on 22 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Dobrze, że to napisałaś! Udostępniam na grupie! 😉

    • 2
      bilikid on 23 kwietnia 2017 Odpowiedz

      Dzięki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *