Bilikid okiem faceta – #Bilitata

05. marca 2017 inne 10
Bilikid okiem faceta – #Bilitata

Witajcie

Mam na imię Filip i jestem mężem Pauliny, autorki bloga Bilikid.pl, którego właśnie czytacie. Mogę jednak z dumą powiedzieć, że beze mnie tego bloga by nie było! Ale zacznijmy od początku. To było dokładnie rok temu – w marcu 2016. Wtedy to postanowiłem zrobić Paulinie niespodziankę i spełnić jedno z Jej marzeń, jakim było posiadanie własnego bloga. Poprosiłem znajomą graficzkę o zrobienie logo, zarejestrowałem domenę, stworzyłem prostą stronę i tak oto kilka miesięcy później ukazał się pierwszy artykuł na Bilikid.pl. Zrobiłem to jednak tylko dlatego, że chciałem spełnić marzenie Żony, bo ją po prostu kocham.

No właśnie, jeszcze raz podkreślę, że zrobiłem to, ponieważ chciałem sprawić Jej przyjemność. Starałem się nie myśleć wtedy o czym ten blog będzie i że chcąc nie chcąc, będę sam musiał się wkręcić w tematykę dwujęzyczności zamierzonej (czyli tej sztucznej, będącej konsekwencją wyboru rodziców). W tamtym momencie nie czułem w ogóle „bili-klimatu”. Mało tego, czułem się niekompetentny, żeby UCZYĆ swoje dziecko angielskiego. Nie jestem anglistą, wręcz nigdy nie lubiłem się uczyć obcych języków. Jestem świadomy “byków językowych” jakie popełniam oraz ograniczonego słownictwa. Wprawdzie nie mam zwykle problemu, żeby porozmawiać z obcokrajowcem, ale co innego porozmawiać o pierdołach, a co innego NAUCZYĆ swoje dziecko… Poza tym, nie ukrywajmy, wychowanie dziecka to ciężka praca, więc po co dokładać sobie kolejny trud i wychowywać dwujęzycznie…?! Przyznam, że trochę grałem przed Pauliną takiego otwartego na ten styl wychowania, a tak naprawdę totalnie mi się nie chciało… .Trochę z lenistwa, trochę z obawy, trochę ze wstydu – bardzo ciężko tak mówić przy innych po angielsku do swojego dziecka. Bałem się, że wszyscy będą sobie myśleli „ale mi wychowanie dwujęzyczne, jak on robi takie błędy…”. I pewnego dnia nastąpił przełom! Karol powiedział pierwsze słowo po angielsku, zupełnie świadome, piękne, wyraziste „OKAY”! Pamiętam to dokładnie! Pękałem z dumy! Może się Wam wydaje, że to błahostka, ale ja dostałem mega kopniaka w tyłek, który zmienił moje patrzenie na dwujęzyczność. Zacząłem widzieć tego sens, a przede wszystkim, uwierzyłem, że JA, nieidealny nauczyciel, mogę nauczyć swoje dziecko angielskiego i ta nauka to całkiem fajna zabawa. Wiecie co się jeszcze zmieniło? Coś, bez czego nauka Karolka nie miałaby sensu. Stałem się pełnym wsparciem dla Pauliny! Nie jest ona już sama z tym angielskim, tylko siedzimy w tym razem i razem próbujemy wychowywać dwujęzycznie. Na obecnym etapie, gdy  nasz Synek ma niecałe dwa lata nie możemy w 100% stwierdzić, że to jest dwujęzyczność, ale na pewno zdecydowaliśmy się na wczesną naukę języka obcego. Tak wczesną jak się tylko da. Bez wzajemnego wsparcia to po prostu nie ma sensu. Przychodzą nierzadko dni, gdy totalnie nam się nie chce, są chwile, gdy nie mamy siły prężyć się na jakieś wyszukane i piękne słowa czy zdania, gdy krytyka ludzi z zewnątrz nas dobija… I właśnie wtedy wzajemne wsparcie okazuje się bezcenne. Zresztą, tak jest z każdym aspektem, nie tylko ze stylem wychowania, ale to już osobna kwestia.

Obserwując statystyki dotyczące fanpage, jak i samego bloga, widzimy, że 80% osób, które go czytają to kobiety. Dlatego właśnie zdecydowałem się w końcu coś napisać, żeby może trochę obudzić ojców do tego, żeby zainteresowali się tematem i żeby zaczęli wspierać żony w próbach wychowania dwujęzycznego. Chcę również pocieszyć Was, drogie mamy, że jeżeli czujecie się osamotnione w tym, albo nawet krytykowane, to jeszcze nic straconego, może będzie tak jak ze mną 😉. Może gdy tata usłyszy, jak jego dziecko mówi pierwsze zdania po angielsku, to zrozumie, że to ma sens i że warto jednak się w to włączyć. Może u Was to właśnie ojciec dziecka jest tym „mocniejszym” ogniwem jeśli chodzi o język obcy? Treści pisane na blogu, przeważnie w formie żeńskiej, są uniwersalne i to właśnie tata może być motorem napędowym tego typu wychowania. Będę tu co jakiś czas pisał swoje przemyślenia – z punktu widzenia taty oraz osoby, która nie jest i raczej nie będzie nigdy ekspertem w nauczaniu języka angielskiego. Mam nadzieję, że choć troszkę zmotywuję innych ojców do wzięcia sprawy w swoje ręce ;). To tyle na wstępie. Jeszcze się odezwę :).

Pozdrawiam,

Filip – Bilitata

 

Jeśli spodobał Ci się ten wpis i uważasz, że warto go przeczytać, będziemy bardzo wdzięczni jeśli wyrazisz to w komentarzu, dasz like lub nawet udostępnisz 🙂

Zapraszamy także do polubienia fan page Bilikid na Facebooku, obserwowania nas na Instagramie czy YouTube.


10 thoughts on “Bilikid okiem faceta – #Bilitata”

  • 1
    Kasia Gosposia on 6 marca 2017 Odpowiedz

    Naprawdę ktoś skrytykował Waszą naukę angielskiego? Przecież to super, że uczucie młodego od początku!

    • 2
      bilikid on 6 marca 2017 Odpowiedz

      No, zdarzają się krzywe spojrzenia i drobne przytyki, nawet w najbliższym otoczeniu ;). Ale my się tym nie zrażamy. Grunt to pamiętać po co się to robi – nie dla własnych ambicji, a dla dobra dziecka :). Jak pisałem, przy tym wszystkim naprawdę się świetnie bawimy! Pozdrawiam, Bilitata

  • 3
    OlgaCh on 6 marca 2017 Odpowiedz

    Jestem wzruszona tym wpisem! Well done You – Dad!

    • 4
      bilikid on 6 marca 2017 Odpowiedz

      Dziękuję, jak miło :)! Ja za to jestem wzruszony każdorazowo, jak widzę efekty naszej wspólnej, ciężkiej pracy :). To daje taką satysfakcję i moc do działania, że się nie da opisać! Wiele jest jeszcze aspektów, o których nie napisałem tutaj. No, ale i na te inne tematy przyjdzie jeszcze czas ;). Póki co jeszcze raz dzięki za miłe słowa! Bilitata

  • 5
    Boggos on 6 marca 2017 Odpowiedz

    Super, że tata też się zaangażował w dwujęzyczne wychowanie. Razem łatwiej 🙂 Również na swoim blogu zrobiłam wpis, w którym opisałam jak wychowywałam mojego syna w dwujęzyczności. Zapraszam, może wpis okaże się pomocny:
    https://torchofknowledge.wordpress.com/2017/01/26/jak-wychowac-dwujezyczne-dzieckohow-to-raise-a-bilingual-child/

    • 6
      bilikid on 6 marca 2017 Odpowiedz

      Dzięki! Jestem pod wrażeniem Twojego wpisu i tego, że udało Ci się wychować dwujęzycznie swojego syna. Szczególnie zgadzam się ze zdaniem “wychowanie dwujęzycznego dziecka jest pewnym wysiłkiem, ale daje satysfakcję.” To jest całkowita prawda!! Pozdrawiam, Bilitata 🙂

  • 7
    Romana on 6 marca 2017 Odpowiedz

    Ja mieszkam w Japonii. Jestem zona Japonczyka a moje córki chodzą do szkoły francuskiej. GRO Francuzow uczy swoje dzieci swojego języka!!! Bo w małżeństwach mieszanych francusko- japońskich na 20 par to w 19 tata jest Francuzem a mama Japonka. Ojcowie wracają wcześniej z pracy, żeby na początku podstawówki odrabiać z dziećmi lekcje albo robią to w weekendy. Dla Francuzow dbanie o francuska kulturę, język jest bardzo ważne. Dodam, ze oczywiście, wysylajac dzieci do szkoły francuskiej ci ojcowie wiedza, na co się decydują. Inni- którym się nue chce- poprostu wysyłają dzieci do szkoły japońskiej.

    • 8
      bilikid on 6 marca 2017 Odpowiedz

      To bardzo ciekawe co piszesz. Nie wiedziałem, że dla Francuzów to takie ważne. Czyli rozumiem, że chcecie, aby Wasze dzieci władały trzema językami – japońskim, polskim i francuskim? WOW! Ale mieszanka ;)! Super! Powodzenia zatem życzę i ślę pozdrowienia dla męża, Bilitata

  • 9
    ES on 7 marca 2017 Odpowiedz

    Przyjemny i wzruszający wpis po którym czuć, że Bilitata to wrażliwy człowiek. Czekamy na kolejny post 🙂

    • 10
      bilikid on 8 marca 2017 Odpowiedz

      Bardzo dziękuję! Czy wrażliwy, to nie wiem, ale na pewno staram się być świadomym i angażującym się tatą oraz mężem ;). Kolejne posty już niebawem! Miłego dnia, Bilitata

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *