fbpx
projekt-bez-tytulu

Mamo! Słuchaj brzuchem, nie tylko uchem!

Myślicie, że pomyliłam się w tytule? Słuchaj brzuchem? Nie pomyliłam się… zrobiłam to celowo. Pamiętam z podstawówki powiedzenie pani wychowawczyni do nieuważnych uczniów: słuchaj uchem, a nie brzuchem. Dziś zamieniam kolejność: Mamo! Słuchaj brzuchem, a nie uchem 🙂 Dziś właśnie o brzuchach słów kilka.

Ten wpis kieruję szczególnie do mam w stanie błogosławionym czy, jak to niektórzy mówią- ciężarówek, a także do wszystkich, którzy o te mamy dbają. Jeśli nie znajdujecie się akurat w tej grupie to i tak zachęcam do przeczytania. Być może w Waszym bliskim otoczeniu jest ciężarna mama, a może planujecie powiększenie rodziny lub po prostu interesują Was tematy związane z ciążą i rozwojem człowieka.

Jedyny i ostatni moment, gdy masz czas tylko dla siebie

Większość znanych mi kobiet twierdzi, że ciąża to czas magiczny, nie bez przyczyny przecież zwany błogosławionym. Ja należę do tego grona, choć przyznam, że początki były dla mnie bardzo trudne. Każdy dzień naszego pierwszego trymestru rozpoczynał się od bólu brzucha i niestety wymiotów. Trafił się też pobyt w szpitalu. Drugi trymestr był w miarę spokojny, ale trzeci także wiązał się ze stresującą hospitalizacją . Mimo to, wspominam te dziewięć miesięcy bardzo dobrze. Nawet z odrobiną nostalgii i przyznam szczerze, że teraz kiedy mój synek już chodzi (czytaj: biega), a ja krok w krok za nim, to przydałoby się trochę ciążowego spokoju i ciszy.
No właśnie. Cisza, spokój, czas wolny. Od trzeciego miesiąca ciąży przebywałam na zwolnieniu lekarskim, ze względu na specyfikę pracy z dziećmi i szczególne narażenie na infekcje oraz brak możliwości odpoczynku podczas pracy. Wiele koleżanek pytało mnie, co ja robię całymi dniami i czy się nie nudzę. Szczerze mówiąc za każdym razem zaskakiwało mnie to pytanie… Ja miałam na ten wolny czas mnóstwo pomysłów i naprawdę nigdy mi się nie nudziło. W rezultacie typowo wolnego czasu nie miałam 🙂 Usłyszałam kiedyś pewną bardzo mądrą radę dotyczącą okresu pierwszej ciąży. Mianowicie, że pierwsza ciąża to jedyny i ostatni moment, gdy kobieta ma czas tylko dla siebie. Już potem, w drugiej i kolejnej ciąży, zawsze będzie troszczyć się i myśleć o narodzonych już dzieciach. To wyjątkowy czas na rozwój, samodoskonalenie kobiety i na zajrzenie w głąb siebie. Ja go wykorzystałam na to, na co wcześniej czasu mi brakowało.

Uczysz się nie tylko Ty!

Dziś chcę przekazać drobną wskazówkę związaną z tym wyjątkowym czasem oraz nauką języka. Zachęcam przyszłe mamy do skorzystania z kursów językowych, które odbywają się często w godzinach porannych, do wykorzystania wolnego czasu na naukę języka. Zachęcam i gorąco polecam naukę angielskiego dla… dziecka w brzuchu. Nie zwariowałam, spokojnie. Jeśli zaleca się, aby ojciec i bliscy dziecka mówili „do brzucha”, to dlaczego nie osłuchiwać dziecka z językiem obcym? Nie namawiam teraz do zakupu kursu skierowanego do dzieci jeszcze nienarodzonych. Jest taki? Nigdzie takiego nie widziałam, ale kto wie… ? Może słynni amerykańscy naukowcy już coś takiego opracowali? Mówię raczej o osłuchiwaniu z językiem, zalecam to, jak zaleca się słuchanie muzyki, najczęściej klasycznej oraz osłuchiwanie z głosami najbliższych. Jak to robić? Tak jak z osłuchiwaniem niemowlaka. Należy do codziennych czynności i rytuałów włączyć słuchanie anglojęzycznych rozgłośni radiowych, słuchowisk, przemówień, czy wykładów. Źródeł jest bardzo dużo, dla każdego znajdzie się coś interesującego. Polecam także seriale z anglojęzycznym lektorem, tu od razu pomyślałam o „The Crown” oraz audiobooki w obcym języku.

Czego słuchać?

Jeśli chodzi o konkrety, to podaję listę moich ulubionych linków:
BBC radio online
TED Talks – Ideas worth spreading
Podcasty prosto z Londynu
– Przeróżne audiobooki na przykładowym kanale
Stacja radiowa dedykowana dzieciom, ale można posłuchać w ramach przygotowań do zanurzenia dziecka w język angielski 🙂
– Jeśli chodzi o seriale to jedni uwielbiają Friendsów, inni Downton Abbey (ja nie należę do żadnej z tych grup, zdecydowanie wolę słuchać i robić w tym czasie jeszcze coś innego, niż tylko oglądać).

To tylko przykłady, wchodząc pod wskazane adresy możecie sami znaleźć podobne i przy okazji polecić w komentarzach.

Nawet jeśli stwierdzicie, że nie zrozumiecie wielu słów, warto posłuchać obcego języka dla samej jego melodii i dźwięków dlań charakterystycznych. Zasada takie słuchania zwykle działa tak: im dłużej i częściej słuchasz, tym więcej rozumiesz i zapamiętujesz, a z Tobą dziecko :).  Nie musi to być słuchanie aktywne, czyli takie, które samo jest czynnością i na nim należy się skupić, może to być słuchanie pasywne- podczas robienia czegoś innego, czynności domowych czy zabiegów pielęgnacyjnych. Brzuszek nie ma wyjścia, słucha tego, co mama, nie ucieknie i nie zajmie się czymś innym. Szczerze zachęcam, nic nie ryzykujecie i nic nie tracicie, a zyskać można wiele. Dla powątpiewających podaję adres ciekawego wykładu TED pt.”Czego uczymy się przed narodzinami”, do którego zamierzam jeszcze wrócić. W kolejnych postach postaram się streścić ten wykład, specjalnie dla tych, którzy wolą słowo pisane lub zwyczajniej łatwiej im korzystać z bloga czytając. Miłego słuchania oraz oglądania dla mam, tatusiów, dzieciaków i brzuszków!

Edit. 2021

Z badań B.Mampe wynika, że melodia płaczu noworodków odpowiada melodii języka jakim były otaczane w życiu płodowym! Niesamowite, prawda? Więcej o tych badaniach przeczytasz we wspaniałej książce Jagody Ratajczak „Języczni. Co język robi naszej głowie”, a także w mojej książce!

Z pozdrowieniami

Paulina

Fot. Marzena Matkowska

Zachęcam Cię do zapisania się do mojego newslettera (każdy subskrybent dostaje darmowego ebooka na temat bajek do nauki angielskiego) oraz do dołączenia do grupy Uczę swoje dziecko angielskiego. Zapraszam do polubienia fanpage Bilikid na Facebooku, obserwowania nas na Instagramie i subskrybowania naszego vloga na YouTube oraz uśmiechania się z nami na TikToku. Jeśli spodobał Ci się ten wpis i uważasz, że warto go przeczytać, będę bardzo wdzięczna jeżeli wyrazisz to w komentarzu, dasz like lub udostępnisz. 

Wszystkie treści na blogu i w social mediach są darmowe. To rezultat mojej ciężkiej pracy, wynikającej wielkiej pasji. Będzie mi bardzo miło, jeśli zechcesz odwiedzić mój sklep i zdecydujesz się na zakup oferowanych produktów. Dzięki temu zarówno blog, jak i ja możemy się rozwijać! 

Jeżeli treści, które publikuję i moje pomysły są dla Ciebie inspiracją do stworzenia czegoś innego i opublikowania w Twoim miejscu w sieci, nie zapomnij podać linka do mojej strony jako źródła Twojej inspiracji. Twórco internetowy – pamiętaj, że kopiowanie treści bez podania źródła jest niezgodne z prawem.

Udostępnij post

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on email
Share on print