Bilikid – o co chodzi z tą nazwą?

30. października 2016 dwujęzyczność, inne 0
Bilikid – o co chodzi z tą nazwą?

Pod wpływem sugestii, za które jestem bardzo wdzięczna, postanowiłam poświęcić jeden krótki wpis nazwie mojego bloga: bilikid.

Bilikid to skrót od bilingual kid czyli dwujęzyczny dzieciak

Jeszcze zanim miałam realne plany bycia mamą, myślałam o tym, że wczesna znajomość drugiego języka jest jedną z wielu rzeczy, które mogę ofiarować swojemu przyszłemu dziecku. Jest to jednak zadanie, do którego trzeba się szczególnie przygotować, które wymaga systematyczności i trwa bardzo długo… . W polskich warunkach, w jednojęzycznym małżeństwie, dwujęzyczne wychowanie to nie taka oczywista sprawa. Właściwie ciągle zastanawiam się

czy w naszym przypadku jest to dwujęzyczne wychowanie, czy wczesna nauka języka obcego.

Czuję, że ciągle balansuję miedzy tymi dwoma podejściami do obecności języka obcego w rodzinie.

W każdym wypadku będzie dobrze. Jeśli uda mi się wychować dziecko dwujęzycznie, to będzie wspaniale. Jeśli sprawię, że przez nasze zabawy i codzienne rytuały w języku angielskim, moje dziecko polubi, a nawet pokocha ten język, to będę równie zadowolona. W tej bitwie nie ma przegranych! Czy dwujęzyczność, czy wczesna nauka języka obcego – obie opcje są wygrane!

Dwujęzyczność zamierzona

Niby dwujęzyczność i wielojęzyczność nie jest już takim nowym zjawiskiem i mówi się o tym coraz częściej i więcej, a ja wciąż cierpiałam na jakiś brak informacji. Czytałam książki, prasę, blogi, oglądałam filmiki i wykłady i ciągle za mało. Czyżbym wszystko już na ten temat wiedziała? Ależ skąd! Nie! Wiem wciąż za mało. Problem w tym, że znaczna większość wskazówek, rad, strategii i przykładów dotyczy dwujęzyczności w małżeństwach mieszanych lub w rodzinach na emigracji. No właśnie. Na ogół jest to nazywane dwujęzycznością naturalną, bo wynika z sytuacji, w jakiej rodzina się znalazła. Prawie wcale, albo bardzo rzadko można poczytać o dwujęzyczności w małżeństwach jednojęzycznych w kraju ojczystym małżonków. Spotkałam się z różnymi określeniami tego typu dwujęzyczności:  elitarna, sztuczna, nienatywna, zamierzona… Większość treści, które zamieszczam na blogu dotyczy właśnie tego typu bilingwizmu, co nie znaczy, że rodzice dzieci za granicami Polski nie mogą z nich korzystać.
Edit: Po prawie dwóch latach tworzenia bloga bilikid.pl, luka w blogosferze o tym przypadku dwujęzyczności trochę się wypełniła 😛

Efekt

Najpierw pomyślałam… jestem jakimś freakiem, wymyśliłam sobie niemożliwe i chcę w to wciągnąć niczemu winne dziecko. Jednak zaryzykowałam i w toku rozwoju bloga okazało się, że nie jestem takim dziwakiem za jakiego sama się uważałam! Takich rodziców jak ja jest więcej. Dodatkowo, mają już dowody na to, że ich postępowanie jest skuteczne bo ich dzieci mają już po 5, 6, 8 lat i biegle posługują się dwoma językami. Mój starszy synek ma aktualnie 3 lata (stan na lipiec 2018) i płynnie mówi po polsku i po angielsku. Jego polski słownik jest bogatszy, bo naturalnie ma z tym językiem więcej kontaktu. Jednak po angielsku jest w stanie dogadać się na miarę swoich trzech lat. Co ważne, język polski nie ucierpiał będąc przyswajanym w towarzystwie języka angielskiego. Wręcz przeciwnie, na tle rówieśników, mój syn ma bogaty zakres słownictwa w języku polskim. Zatem bez obaw!

Nie wiem czy uda nam się to dwujęzyczne wychowanie. Czas to zweryfikuje. Wiem jednak, że na pewno udała się wczesna nauka języka obcego, która pomoże w późniejszej, formalnej nauce.

Pozdrawiam P.

Jeśli spodobał Ci się ten wpis i uważasz, że warto go przeczytać, będę bardzo wdzięczna jeśli wyrazisz to w komentarzu, dasz like lub nawet udostępnisz 🙂

Zapraszam także do polubienia fan page Bilikid na Facebooku, obserwowania nas na Instagramie czy YouTube.

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *