fbpx

Rodzice KNOW-HOW – czyli 10 zasad jak uczyć angielskiego swoje dziecko

Zainteresowani na maxa

We wcześniejszym wpisie zatytułowanym, „Kiedy rozpocząć naukę języka obcego?” mowa była o tym, że sposób pracy z małymi dziećmi jest ważniejszy niż wymierny efekt tej pracy. Chciałabym się na dłużej zatrzymać przy tym zdaniu, bo jest ono znamienne. Pewnie każdy z łatwością przypomni sobie sytuacje, czy osoby, które „skutecznie” zniechęciły nas do nauki jakiegoś przedmiotu, oraz takie, które zaszczepiły w nas konkretne pasje. Osobowość nauczyciela, który przekazuje innym wiedzę jest bardzo ważna. Istotna jest też nasza motywacja. O motywacji można pisać i pisać. Sami wiemy jak ciężko jest się za coś zabrać, gdy nie mamy do tego chęci. W obecnym czasie, przychodzi mi na myśl sytuacja związana z nauką biologii, a byciem w ciąży. Tego pierwszego nie znosiłam, nauka biologii, w tym działy dotyczące człowieka, po prostu mnie nużyła. Pewnie zabrakło w mojej edukacji nauczyciela z pasją i pomysłem na ten przedmiot. W czasie ciąży wielu procesów doświadczyłam osobiście i byłam niezmiernie zmotywowana do poznawania tego, co dzieje się z ludzkim organizmem w tym szczególnym okresie. Dopiero wtedy zorientowałam się, jakie to wszystko ciekawe! Wniosek z tego, że jeśli jesteśmy czymś na maxa zainteresowani to bez względu na wszystkie przeszkody będziemy zgłębiać ten temat.

Odpowiedz na pytanie: „Po co?”

Chodzi zatem o to, by dzieciaki chciały uczyć się języka. Prędzej czy później będą pytały:, „Po co?” To jasne, że nie widzą potrzeby poznawania obcego języka, skoro bez problemu dogadują się z dziadkami i innymi osobami, z którymi mają styczność.
No właśnie… Po co? Kto podróżował z dzieciakami może odwołać się do doświadczeń z zagranicznych podroży. Kto ma obcojęzyczną rodzinę czy przyjaciół, ten także ma konkretny argument. A jeśli ani jedno ani drugie do nas nie pasuje? Miałam taką sytuację, gdy zaczynałam pracę w szkole. Trafiła mi się jedna bardzo trudna klasa. Zróżnicowana pod względem wieku (między najstarszym, a najmłodszym uczniem były cztery lata różnicy). Ze względu na trudności środowiskowe chłopaków, zdarzali się tacy, którzy często powtarzali klasę. Generalnie zrezygnowani i niedopilnowani przez opiekunów, nie widzieli sensu w jakiejkolwiek nauce. Na pierwszej lekcji zadałam im pytanie:
– Po co wam ten angielski? Jak się pewnie domyślacie, nie otrzymałam odpowiedzi.
– A kim chcecie być w przyszłości? Kontynuowałam.
W odpowiedzi usłyszałam m.in. „Piłkarzem i kierowcą TIR-a.” Pomyślałam, że to idealne odpowiedzi i znów zapytałam:
– A taki piłkarz, jeśli ma trenera z innego kraju lub gra w drużynie złożonej z zawodników o różnych narodowościach, to jak się dogaduje?
– Po angielsku chyba…
– A kierowca TIR-a, który przewodzi różne towary poza granice państwa, jak sobie radzi?
-No, chyba musi znać angielski…
Więcej o tej historii oraz sposobach dotarcia do dzieci i młodzieży z argumentacją przemawiającą za nauką języka obcego znajdziesz tutaj.

Wydaje mi się, że każdy z nas potrafi odpowiedzieć na pytanie o sens nauki języka obcego. Jeśli nie, służę pomocą. Mam w zanadrzu jeszcze kilka przykładów. Pozytywne nastawienie do nauki, wysoka motywacja, utożsamianie nauki z zabawą, przyjemność z nauki języka obcego – to jest kluczem do sukcesu w tzw. poważniejszej, czyli nauce języka, czyli nauki w późniejszym wieku. A żeby nasze pociechy podchodziły do tego z ochotą, należy zaoferować to, co lubią najbardziej, czyli… zabawę!

Wykorzystaj swoją tajemną moc, póki ją jeszcze masz

Pytanie teraz brzmi: Jak skutecznie zmotywować, zarazić, zanurzyć w świat języka obcego? Jak stwarzać sprzyjające wesołej nauce sytuacje, gdy czasu mało i wiara rodziców we własne kompetencje językowe jest niewystarczająca?

Zanim odpowiem na powyższe pytania wystosuję apel:
Rodzicu! Jesteś i długo będziesz najważniejszym nauczycielem dla swojego dziecka. Im młodsze dziecko, tym większe w Tobie bóstwo. To jest właśnie Twoja SUPER MOC!
Nie zmarnuj jej. Wielu z nas pamięta podwórkowy tekst z dzieciństwa „Nie wierzysz? To zapytaj mojej mamy!”. Korzystaj z tego. Na pewno umiesz coś „z anglika’. Zapomnij o tych kilkunastu czasach, o zdaniach warunkowych i mowie zależnej. Słownictwo znasz (kolory, liczby, zwierzęta, zabawki itd.). Umiesz się przedstawić i powiedzieć ile masz lat. To dużo, z taką wiedzą można już bardzo wiele. Z pewnością wystarczy na początek Waszej przygody z językiem. Teraz każdy czujny czytelnik pomyśli: „Aha… a wymowa?”. Tak, to najistotniejszy element podczas nauki małego dziecka, zwłaszcza takiego, które nie umie jeszcze pisać i czytać. Wymowa nie jest już problemem, polecam słowniki internetowe z wymową. Nie promuję konkretnego, ale warto zaufać np. tym, które w nazwie mają pewne angielskie miasta uniwersyteckie. Dobrą inwestycją jest także kurs wymowy np. cykl kilku spotkań z lektorem i poznanie zasad poprawnej wymowy. Szczerze polecam. Aktualnie szkoły językowe prześcigają się w różnych ofertach i jest w czym wybierać. W sieci jest bardzo wiele stron oferujących darmową pomoc w przeróżnej formie. Trzeba tylko poszukać, tego co pasuje akurat Tobie i Twoim możliwościom czasowym, charakterologicznym, lokalowym i wszystkim innym. Zajrzyj do mojej zakładki na blogu: POLECANE LINKI – może czeka tam coś właśnie dla Ciebie.

JAK to robić?

Skoro już ustaliliśmy, po co się uczyć i kto może tę naukę wspomóc, to czas na pytanie o sposób. No właśnie: JAK uczyć języka obcego, aby nastawić dziecko pozytywnie do tej nauki? Już odpowiadam: wesoło, radośnie i z humorem; kolorowo, twórczo i nowocześnie; indywidualnie, zgodnie z doświadczeniami i zainteresowaniami dziecka; poprzez gry, zabawy, zgadywanki oraz pantomimy i teatrzyki; z zastosowaniem bajek i historyjek; melodyjnie i rytmicznie, z wykorzystaniem wierszyków, rymowanek i piosenek; w ruchu, na spacerach i w domu.

#1: Wesoło

Najważniejsze, by wspólna nauka rodzic- dziecko była radosna i nie kojarzyła się z nieruchomym siedzeniem przy biurku i wkuwaniem na pamięć listy słówek.  Można to robić, jeśli mamy na celu zniechęcenie dziecka do nauki…. Jeśli wykorzystujemy obrazki, to niech będą zabawne i kolorowe. Na podstawie wesołych fotografii możemy wprowadzić więcej słownictwa, bo nauka jest przyjemniejsza. Śmieszne anglojęzyczne piosenki czy teledyski zachęcają do poznawania ich treści i wpadają w ucho, co mimowolnie skłania dziecko do powtórzeń.

#2: Zgodnie z doświadczeniami i zainteresowaniami dziecka

Wszystkie treści, które chcemy dziecku przekazać muszą mieścić się w jego dotychczasowym doświadczeniu. Pozwólcie, że, przytoczę mój ulubiony przykład ilustrujący tę zasadę. Było to chyb w roku 2010. W czasie studiów odbywałam praktyki w pewnej szkole podstawowej. Trafiłam do nauczycielki z wieloletnim stażem, która cieszyła się opinią doskonałego pedagoga. Miała bogaty wybór pomocy naukowych. Problem w tym, że trochę zatrzymała się w czasie, bo prezentowała dzieciom plansze edukacyjne i uczyła jak korzystać z telefonu na żetony… Chyba każdy dzieciak w tej klasie miał już komórkę, a budka z telefonem na żetony? To nadawało się raczej na lekcje historii. Żadne dziecko nie wiedziało, o co chodzi nauczycielce, bo po prostu nigdy, czym takim jak telefon na żetony się nie spotkało i raczej marne szanse ze będą kiedykolwiek z tego korzystać.  A pani konsekwentnie tłukła zasady używania żetonów. Jeśli któreś z dzieci zapamiętało coś z tej lekcji, to chyba tylko w przypadku dużego zainteresowania historią. Zatem kluczową sprawą jest wpasowanie się w doświadczenie dzieci. Innymi słowy, poruszanie się w tematyce im znanej i lubianej. Sprzyja temu najbliższe otoczenie dziecka. Moi znajomi zachwycają się, że mój dwuletni synek zna nazwy maszyn budowlanych po angielsku i bez trudu buduje krótkie zdania ze słowami “excavator” czy “cement mixer”. Dzieje się tak dlatego, że za oknem jego pokoju mamy budowę i codziennie ją obserwujemy i rozmawiamy o tym, co się tam dzieje.

#3: Nowocześnie i twórczo

Rodzice, wykorzystujcie komputer i Internet do nauki języka. To naprawdę studnia bez dna, jeśli chodzi o zasoby językowe. Począwszy od piosenek, wierszyków, rymowanek, przez karty pracy, krzyżówki, gry i fiszki. Korzystajcie ze słowników internetowych, wirtualnych fiszek, filmików z lekcjami i innych gotowych, materiałów, które zaoszczędzą wasz czas i pieniądze. Nagrywajcie wasze angielskie wygłupy, róbcie piosenki. Po prostu bawcie się nowoczesnymi narzędziami. Nie obawiajcie się korzystać z You Tube, czy innych źródeł, gdzie najdziecie bogaty wybór bajek i filmików edukacyjnych dla dzieci. Ja się otwarcie przyznaję, że moje dzieci oglądają bajki. Mamy jednak jedną zasadę – one zawsze są w języku angielskim i zawsze w odpowiedniej do wieku ilości. Dzięki temu, podświadomie uczą się budowania zdań, a nie tylko pojedynczych słówek – co jest wstępem do nauki gramatyki. Trzeba jednak pamiętać, że to oglądanie musi być aktywne i najlepiej oglądać bajki razem z dzieckiem, kiedy to tylko możliwe. Poznawać bohaterów, reagować na to co oglądacie (śmiać się, bać, mówić do bohaterów). Potem bawić się w bohaterów ulubionych bajek. U nas wciąż na topie jest świnka Peppa oraz Amerykański Komik Blippi, dlatego nas synek nazywa nas – rodziców “Mummy Pig and Daddy Pig”, a sam jest Peppa Pig. Ostatnio chętnie też nosi znienawidzoną muchę, bo jego idol z bajek nosi :). Więcej o rekomendowanych bajkach przeczytacie tutaj.

#4: Poprzez gry i zabawy, które w większości macie w domu

Nauka przez zabawę – to nie tylko hasło. Pewnie wiele razy słyszeliście, że nauka przez zabawę jest najbardziej efektywną formą przyswajania wiedzy dla dzieci. To prawda. Sprawdziłam to stwierdzenie w praktyce.  Dzieci w każdym wieku, nawet te duże chętnie uczą się za pomocą gier i zabaw. Największą zaletą nauki przez zabawę, jest OSZUSTWO. Tak, w tym wypadku oszukujemy dzieci, bo za pomocą gier i zabaw niejako przemycamy im różne treści, ćwiczymy i utrwalamy je. Oszustwo polega na tym, że dzieci nie zdają sobie sprawy, że podczas zabawy się uczą. Cały trick polega na tym, żeby w jak najweselszy i ciekawy sposób przekazać maksymalnie dużo treści. A jakie konkretnie gry i zabawy? Zapytajcie dzieci! Wyrzućcie z głowy schemat bycia nauczycielem, stańcie się kompanem do zabaw z dzieckiem.

# 5: Poprzez teatrzyki, kalambury i zgadywanki

Każda forma wcielania się w role postaci fikcyjnych, wykorzystanie pluszaków, pacynek czy kukiełek, sprzyja nauce języka. U nas dużym powodzeniem cieszą się “finger puupets”. W głowie małych dzieci dzieje się coś magicznego. One wierzą, że pluszak czy pacynka naprawdę nie rozumieją języka polskiego i można z nimi rozmawiać tylko po angielsku. Sprawdziłam to, brałam zabawkę i mówiłam dziecku, że przywiozłam ją z Anglii, tam została stworzona (czyt. wyprodukowana) i rozumie tylko język angielski.  Bingo! I’ve got you!  To działa. Dzieciaki mówią wtedy po angielsku jak potrafią, wspaniale wczuwają się w sytuację. Natomiast pokazywanie i pantomima sprzyja powtarzaniu słownictwa i jest jednocześnie wesołą zabawą. Losujemy hasło na karteczce i zadaniem naszym czy dziecka jest je pokazanie tego hasła bez użycia słów. Za pomocą kart z obrazkami ilustrującymi konkretne słownictwo oraz kartki je zakrywającej, możemy powoli fragment po fragmencie odsłaniać obrazek zgadując przy tym, co on pokazuje. Można też używać obrazków, zmieniać ich ustawienie i kolejność. Prezentujemy dziecku kilka czy kilkanaście obrazków w określonej kolejności. Prosimy dziecko, by się odwróciło lub zamknęło oczy i zmieniamy kolejność ilustracji.  Zadaniem dziecka jest ułożenie obrazków w pierwotnym porządku oczywiście za każdym razem z nazywaniem ich czy układaniem prostych zdań. O tego typu mnemotechnikach będę jeszcze pisała w kolejnych wpisach. Cierpliwości.

#6: Z wykorzystaniem ruchu

To przede wszystkim ilustrowanie ruchem czasowników i kierunków oraz przyimków miejsca. Pokazywanie czasowników występujących w piosenkach. To świetna zabawa, gdy w pokoju dziecięcym jest popularny dywan z nadrukowaną mapą miasta. Można ćwiczyć opisywanie kierunków ruchu i związane z tym słownictwo. Jeśli nie, wystarczy szary papier i pisak i samemu można zrobić taką pomoc. U nas niegasnącą popularnością cieszą się piosenki, które można ilustrować ruchem. Playlistę z takimi hitami znajdziecie na moim kanale na YT.  A na naszym kanale na YouTube pokazuję kilka ropozycji takich zabaw.

#7: Pamiętaj o piosenkach i rymowankach!

Rytmiczne i melodyjne piosenki i rymowanki to sposób nauki słownictwa, który sam „wchodzi w głowę”, a tak właściwie to wpada w ucho. Nie trzeba nikogo przekonywać, ze rymy to nieraz jedyny sposób na zapamiętanie zwłaszcza czegoś trudnego.  W tym temacie właściwie nie mamy ograniczeń. Stworzono już mnóstwo piosenek i rymowanek na każdy możliwy temat bliski dzieciom. Wystarczy wpisać nursery rhymes czy songs for children, do wyszukiwarki w popularnych serwisach z muzyką i mamy! Zasubskrybuj mój kanał na You Tubie, bo sama prezentuję tam sprawdzone i wartościowe materiały do nauki języka angielskiego dla dzieci.

#8: Regularnie

Włącz elementy angielskiego w Waszą codzienność. Używaj tego języka codziennie, chociaż po trochu! Spokojnie, bez obaw.  Nie będę teraz przekonywała, że dobry rodzic znajdzie codziennie 3 godziny na zabawę z dzieckiem po angielsku. Jestem realistką. Pisząc codziennie, mam na myśli korzystanie z okazji, jakich wiele każdego dnia. Dla przykładu: podczas śniadania można zapytać dziecko, co jest na stole do jedzenia, to kopalnia słownictwa, od produktów spożywczych, po sztućce, członków rodziny i kolory. Spacery to dopiero bogactwo… ja mam w głowie mnóstwo słownictwa, gdy spaceruje z wózkiem. Wystarczy spróbować opisywać to, co się mija po drodze. Liczyć, wymieniać kolory, kształty, rzeczowniki itd. Postaraj się raz w tygodniu znaleźć dłuższy czas na wspólną naukę, zajęcia w domu, wspólne tworzenie obrazków czy kart do gier. Malowanie, rysowanie, tańczenie i inne wesołe angielskie aktywności.
Może lubisz funkcjonować według reguł czy schematów. Jeśli tak, obierz strategię pracy z dzieckiem. Pisałam o strategiach wychowania dwujęzycznego, ale nie musisz się od razu porywać na wychowanie dwujęzyczne. Możesz poznać te metody i dostosować je na swoje potrzeby. Jesteś kowalem własnego losu i losu Twojego dziecka, więc kłuj te Wasze podkówki na Waszą miarę.

#9: Bez napinki!

Nie czuj się obciążona (obciążony) presją nauczania języka obcego w domu. Nie dopuść do sytuacji, żeby to nigdy nie kojarzyło Ci się z przykrym obowiązkiem i uciemiężeniem. Jeśli masz kiepski dzień i za żadne skarby nie masz ochoty mówić dziś po angielsku, to odpuść. Jeśli macie trudny czas i nie potrafisz wyrazić emocji w języku obcym to też odpuść na chwilę. Dziecko niczym najczulszy wykrywacz kłamstw, wyczuje, że coś jest nie tak i przejmie negatywne emocje. A kluczem do sukcesu jest wyrobienie w dziecku pozytywnego nastawienia do języka obcego. “Dobrostan rodzica to dobrostan dziecka” – jak mawia dr Sonia Szramek – Karcz – szefowa jednego w Polsce zespołu badawczego dwujęzyczności zamierzonej – a Ona naprawdę wie, co mówi!

#10: Miej w nosie krytyków i sceptyków

“Zwariowała, w Polsce mówi do dziecka po angielsku!” , “W głowie się poprzewracało”. , “Jeszcze dziecko dobrze po polsku nie mówi, a już angielskiego uczy!”, “Nie rób dziecku krzywdy! Niech mówi po naszemu!”, “Nie zabieraj dziecku dzieciństwa”: To i inne wyszukane komentarze możesz usłyszeć, gdy zdecydujesz się wyjść z komunikacją w obcym języku z domu. Twoim zadaniem jest jednym uchem wpuszczać, drugim wypuszczać takie komentarze i jeszcze czasem uśmiechnąć się z politowaniem dla niewiedzy komentującego. Na prawdę nie warto się przejmować opinią przypadkowego przechodnia. Więcej o tym znajdziesz np. w moim odcinku na YouTube, gdzie możesz się trochę pośmiać i nabrać dystansu a także w tym wpisie.

Spróbujesz?

Mam nadzieję, że zachęconych rodziców utwierdziłam w przekonaniu, że warto.  Zniechęconych, choć trochę przekonałam, że to nie takie trudne. Wątpiącym udało się pokazać, że to możliwe, a w sceptycznych zasiałam pewną wątpliwość przełamującą ten sceptycyzm. Spróbujesz? Daj mi koniecznie znać i pisz w razie wątpliwości. Pomogę najlepiej jak potrafię.

Good luck!

Pozdrawiam

Paulina

Zapraszam do polubienia fanpage Bilikid na Facebooku, obserwowania nas na Instagramie i subskrybowania naszego vloga na YouTube oraz uśmiechania sie z nami na TikToku. Jeśli spodobał Ci się ten wpis i uważasz, że warto go przeczytać, będę bardzo wdzięczna jeżeli wyrazisz to w komentarzu, dasz like lub udostępnisz. 

Wszystkie treści na blogu i w social mediach są darmowe. To rezultat mojej ciężkiej pracy, wynikającej wielkiej pasji. Będzie mi bardzo miło, jeśli zechcesz odwiedzić mój sklep i zdecydujesz się na zakup oferowanych produktów. Dzięki temu zarówno blog, jak i ja możemy się rozwijać! 

Jeżeli treści, które publikuję i moje pomysły są dla Ciebie inspiracją do stworzenia czegoś innego i opublikowania w Twoim miejscu w sieci, nie zapomnij podać linka do mojej strony jako źródła Twojej inspiracji. Twórco internetowy – pamiętaj, że kopiowanie treści bez podania źródła jest przestępstwem. 

Udostępnij post

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on email
Share on print